Hibernia
Zdecydowałem się zamknąć forum. Powodów tej decyzji jest naprawdę wiele, a głównym jest to, że więcej z tego nerwów niż radości. Też to pochłaniacz czasu.
Słusznym jest to, by nabrać dystansu do takiej formy rozrywki. Jednak to była fascynująca przygoda i może kiedyś się na to zdecyduję.
Wszystkim, którzy bawili się przez ten krótki okres czasu, pragnę podziękować.

Evan Ó Sirideáin

Go down

Evan Ó Sirideáin

Pisanie by Evan on Sob Maj 04, 2013 3:38 pm


Evan Ó Sirideáin

~ PRZYDOMEK: Sirideáin
~ WIEK: 18 lat
~ POCHODZENIE: Urodzony w Irlandii. Prawdopodobnie jednak nie płynie w nim
krew czysto irlandzka… ale to już mniej istotne.
~ STATUS: Mieszczanin... póki co przynajmniej
~ PROFESJA: Garncarz… choć za ów nazwą nie przepada i niespecjalnie go do tego fachu ciągnie. Ale rodzinnego zawodu się nie wybiera, prawda?


~ WYGLĄD ~
Evan jest młodzieńcem o dosyć niepozornym wyglądzie. Jest szczupły… co przy jakiś stu siedemdziesięciu sześciu centymetrach wzrostu może sprawiać, że wydaje się być nawet nieco zbyt chudy. Jednak przy bliższym zapoznaniu okazuje się, że pod warstwą ubrań kryje się całkiem ładnie wyrzeźbione ciało. Cóż, może za wojownika uchodzić by nie mógł, ale tragicznie też nie jest. Jego jasne blond włosy sięgają ramion i zazwyczaj związuje je w luźny kucyk żeby mu nie przeszkadzały. Wpadające do oczu lub plączące się gdzieś przy twarzy kosmyki są dosyć rozpraszające i irytujące.
Z ważnych rzeczy, które jeszcze należałoby wymienić, jest oczywiście kolor oczy młodego mężczyzny. Zielony. Całkiem ładny odcień z resztą, nie jakiś tam buro-oliwkowy.
Dodatkowo, mniej więcej od połowy pleców, po ich prawej stronie, tak do linii bioder skórę Evana zdobi całkiem spora blizna. Pamiątka po jednej z „ciekawszych” eskapad. Nawet nie wygląda jakoś szczególnie poważnie, ale jednak jest.
Jeśli zaś chodzi o ubiór, Evan raczej nie wyróżnia się niczym szczególnym w tłumie. Zwykle nosi standardowe tuniki, lepszej lub gorszej jakości w zależności od okazji, i ciemnobrązowe spodnie. Ot, nic odkrywczego raczej.

~ CHARAKTER ~
Spotykając go po raz pierwszy, Evan szybko okazuje się być niezwykle przyjaznym i dosyć otwartym młodzieńcem. Ot, dobry towarzysz do rozmów oraz ciekawy kompan na dłuższe wyprawy. Jeśli tylko z góry nie jest się do niego wrogo nastawiony istnieje ogromna szansa na to, że blondynowi szybko uda się odnaleźć jakąś wspólną nić porozumienia lub chociaż zwykły temat do rozmowy.
Jednak nawet mimo tego, że Evan jest stworzeniem niezwykle rozmownym, zdecydowanie nie można nazwać go ufnym… No, może przynajmniej z b y t ufnym, choć pewnie stwarza takie pozory. Ma akurat na tyle dużo rozumu w głowie, by nie ufać od razu każdemu komu popadnie. Chociaż takie mylne wrażenie czasem jest dla niego dosyć korzystne. Zdarza się, że lepiej wyglądać na mniej inteligentnego i potem mile zaskoczyć, niż kogoś rozczarować, czyż nie?
Inną cechą Evana, choć już mniej pozytywną, jest porywczość. Lekkomyślność, można by nawet powiedzieć. Dosyć szybko daje się prowokować i wtedy najpierw działa, a potem myśli. Całkiem sporo na tym traci… ale co zrobić. Kiedy ktoś go obraża, nie będzie stać bezczynnie, czyż nie?
Do tego, równie istotną cechą jego charakteru jest wrodzona ciekawość świata. I wszystkiego innego również. Ciężko mu jest usiedzieć w jednym miejscu, kiedy dookoła jest tyle rzeczy do zobaczenia, poznania, nauczenia się. To też nie raz i nie dwa było przyczyną różnych nietypowych… zdarzeń.
Ostatnią ważna cechą, którą warto byłoby wymienić, jest inteligencja. Wiele negatywnych rzeczy można by o Evanie powiedzieć, jednak zdecydowanie nie zaliczy się do nich głupota. To, czego brakuje mu w samych umiejętnościach i wiedzy, nadrabia sprytem, logicznym myśleniem i całkiem szybkim przyswajaniem informacji. Uczyć się raczej lubi… kwestia tylko tego czy ma od kogo się uczyć. I oczywiście czy owa nauka go zbytnio nie nudzi.

~ HISTORIA ~
Historia Evana zaczyna się w jednym z irlandzkich miasteczek, leżących niedaleko granicy lądu i morza. Pierwsze lata jego życia raczej nie można było nazwać szczególnie niezwykłymi. Żyło mu się lepiej niż niejednemu dzieciakowi, szczególnie jeśli mowa o takich spoza granic miasteczka. Nie tak jak rodzinie najlepszego kowala, albo ogólnie pojętej „klasie wyższej”, ale nie było na co narzekać.
Ojciec Evana był garncarzem. I to całkiem niezłym z resztą, więc na chleb zawsze coś znalazło się trochę monet. Dlatego też, z racji profesji , którą zajmowała się jego rodzina, kiedy tylko Evan urósł na tyle by móc sięgnąć drewnianego stołu i koła garncarskiego, ojciec zaczął szkolić go na swojego przyszłego następcę. Cóż. Stwierdzenie, ze blondynowi nieszczególnie spodobała się taka wizja własnej przyszłości, było raczej sporym niedopowiedzeniem. Naprawdę sporym.
To, między innymi, sprawiło, że kiedy tylko mógł, Evan wymykał się spod czujnego ojcowskiego oka na wszelkiego rodzaju eskapady. Mniejsze lub większe, z towarzystwem lub bez, ale z dala od warsztatu, gliny, pieca i narzędzi. Pakowanie się przez to w różne kłopoty praktycznie weszło mu w nawyk i stało się ciekawszą częścią codzienności.
Problem jednak był w tym, że któregoś dnia chłopak faktycznie musiałby przejąć „rodzinny biznes”, a to wcale a wcale mu się nie uśmiechało. Jedynymi możliwościami aby stało się inaczej było znalezienie sobie zastępstwa wśród rówieśników i namówienie ojca do przyjęcia dodatkowego czeladnika, lub posiadanie rodzeństwa. Na to pierwsze ojciec nie był zbyt przychylny, a na drugie Evan nie miał zamiaru czekać.
I tutaj właśnie zaczyna się druga, nieco bardziej ciekawa i bliższa teraźniejszości część historii.
Evan miał bowiem starszego brata. Albo raczej, rodzice poinformowali go że ma lub miał starszego brata, który w wieku pięciu lat został zabrany przez druidów na nauki i w sumie tyle go widzieli.
Przez jakiś czas, blondyn raczej nie był zachwycony tym faktem. Jakby nie było, starszy brat zostawił rodzinę i nawet nie próbował się z nimi skontaktować w jakiś sposób, co dla wychowanego w celtyckiej, rodzinnej atmosferze chłopaka było nie do pomyślenia. No i przez niego to jemu została do przejęcie rola jedynego syna i przyszłego „spadkobiercy” warsztatu.
Ta jednostronna niechęć do „swojego brata” (który z resztą prawdopodobnie nie zdawał sobie nawet sprawy z istnienia Evana, ale to inna sprawa) blondynowi przeszła dopiero trochę później. W końcu uznał, że gdyby tylko sam mógł, wyrwał by się z tego miejsca w ten czy inny sposób. I to właśnie podsunęło Evanowi pewien całkiem dobry pomysł na wydostanie się z rodzinnego miasteczka oraz sprawdzenie siebie i swych umiejętności w terenie. Kiedy w końcu udało mu się namówić ojca na przyjęcie dodatkowego czeladnika, odczekał kilka tygodni, spakował niezbędne rzeczy i oznajmił rodzinie, że wyrusza odnaleźć brata. Albo przynajmniej cokolwiek się o nim dowiedzieć.
I faktycznie… wyruszył.

~ EKWIPUNEK ~
- Łuk refleksyjny i kołczan ze strzałami
- Sakiewka na monety (być może nawet z zawartością...)
- Sztylet... raczej wielofunkcyjny.
- Skórzana torba, na ewentualne dodatkowe znaleziska lub jedzenie.
- Ciemny płaszcz z kapturem... chyba równie wielofunkcyjny co taki sztylet.
przecinku.

~ UMIEJĘTNOŚCI ~
- Łucznictwo. Biorąc pod uwagę profesję Evana i to, że w miasteczku nie ma zbyt wielu miejsc do strzelania, czy nawet to, że bardziej popularne są bronie krótkodystansowe.. łuk może wydawać się nieco dziwnym wyborem. W praktyce jednak, kiedy przychodzi co do czego, jest całkiem niezłym rozwiązaniem jeśli chodzi o samą kwestię przetrwania. Próbował ktoś kiedyś upolować zająca albo sarnę mieczem? Nie? Zabawa przednia, ale niezbyt efektowna. A ustrzelenie z łuku takiego zwierzaka czy potencjalnego napastnika już jest mniejszym problemem. Ostatecznie i zwykłym sztyletem, nożem czy bronią „większego kalibru” potrafiłby się posłużyć… ale to już nie to samo. Zdecydowanie.
- Czytanie i pisanie… podstawy. Cóż, jako garncarz nie potrzebował ani nie miał skąd wziąć wyższego wykształcenia w tych dziedzinach, więc deklamować wierszy nie będzie, ale przeczytanie nazwy miejscowości, czy innych niezbędnych napisów, raczej problemem dla niego nie będzie. Co jest już dużym plusem.
- Empatia. Ktoś mógłby powiedzieć, że jest to raczej cecha charakteru… w pewnym sensie tak. Lecz na odpowiednim poziomie staje się umiejętnością i to całkiem przydatną. Wczucie się w położenie drugiej osoby, zrozumienie jej, chociażby częściowe i przewidzenie prawdopodobnych reakcji odpowiednio wykorzystane, dla niektórych mogłoby prawie zakrawać o magię. Prawie. Tak czy siak, jest to bardzo użyteczne, szczególnie kiedy próbujesz coś wynegocjować. Albo wywinąć się od kary, czy wydostać z tarapatów…
- Kiedy zaś mowa jest o kłopotach, warto powiedzieć o innej dosyć ważnej „umiejętności” blondyna. Choć zwykle jest dosyć szczery, szybko opanował zdolność odpowiedniego przekonywania ludzi… do swoich racji. Wpadając w tarapaty przynajmniej raz w tygodniu, nauczył się być wygadanym, kłamać, lub po prostu używać odpowiednich argumentów, które poprawiłyby jego sytuację.
- Bieganie. Co jak co, ale kiedy tłumaczenia, kłamstwa czy inne bardziej werbalne sposoby już nie działały, pozostawała ostatnia linia obrony, czyli ucieczka. Jako dziecko Evan pokonywał wymyślne „tory przeszkód” tworzone przez siebie i swoich kolegów z miasteczka, zawsze z prawie najlepszym wynikiem. Potem dodatkowe, nieformalne treningi pomogły mu w utrzymaniu odpowiedniej formy aż do teraz. Szybki sprint do drzewa nie jest już dla niego problemem, tak samo jak bieg długodystansowy.
- Oczywiście, chcąc lub nie, do listy umiejętności Evana zaliczyć trzeba swoją rodzinną profesję. Nawet jeśli nie widzi mu się życie w warsztacie, sporo stamtąd wyniósł.

~ CIEKAWOSTKI I INNE ~
- Lubi się czasem z kimś podroczyć. Gierki słowne niezwykle go bawią i nawet jeśli akurat w nich przegrywa, raczej nie zmniejsza to samej przyjemności płynącej z tego rodzaju zabawy. A przynajmniej zazwyczaj.

- Wpadanie w mniejsze lub większe kłopoty po jakimś czasie stało się dla niego normą. Można być magnesem na kłopoty?
- Ogromną i chyba niezbyt popularną miłością darzy kwaśne rzeczy. Nie raz ani nie dwa można go zastać na zrywaniu lub bawieniu się liściem szczawiu między zębami.
- Irytuje go siedzenie w jednym miejscu dłużej niż to jest absolutnie niezbędne. Najchętniej poróżowałby raz na tydzień i wciąż szukał nowego zajęcia, które by go nie nudziło. Zobaczyć coś, nauczyć się, zabawić. Dlatego chyba największą karą dla Evana jest jakaś żmudna, nudna praca bez większego sensu i potrzebnego zaangażowania.
- Zdecydowanie można nazwać go Celtem. Uwielbia się tradycyjną muzykę, zabawę, śpiewy i tańce. Piwa również nie odmówi.

„Ruaidh Rofhessa”


wzór dla HIBERNIA by hellao


avatar
Evan
Sirideáin

Skąd : Irlandia
Join date : 26/04/2013
Liczba postów : 6

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach