Hibernia
Zdecydowałem się zamknąć forum. Powodów tej decyzji jest naprawdę wiele, a głównym jest to, że więcej z tego nerwów niż radości. Też to pochłaniacz czasu.
Słusznym jest to, by nabrać dystansu do takiej formy rozrywki. Jednak to była fascynująca przygoda i może kiedyś się na to zdecyduję.
Wszystkim, którzy bawili się przez ten krótki okres czasu, pragnę podziękować.

Dom Neythena

Go down

Dom Neythena

Pisanie by Neythen on Sro Mar 20, 2013 4:03 pm

Siedziba Neythena leży stosunkowo niedaleko krawędzi lasu - wystarczy jedynie krótki spacer, aby wyjść poza jego obręb, zbliżając się tym samym do wioski. Mieści się na całkiem sporej polanie, dzięki czemu ma dostęp do światła; drzewa nie blokują tutaj promieni słonecznych. Umożliwia to uprawę roślin - i rzeczywiście, przy budynku znajduje się przeciętnych rozmiarów ogródek. Siłą rzeczy taka lokalizacja sprawia także, że okolicznej zwierzynie zdarza się zachodzić choćby i pod sam mniej więcej półtora metrowy płot, którym swego czasu odgrodzony został cały teren owych "włości".
Otoczenie domostwa zostało zagospodarowane z rozmysłem - od razu widać, że poświęcono temu wiele uwagi i rozsądku. Patrząc od frontu budynku, po prawej stronie wysypanej kamykami ścieżki znajduje się dość duża przybudówka służąca za budynek gospodarczy i zarazem lokum dla zwierząt, po lewej zaś - ogród.
To pierwsze podzielone zostało na mniejsze - z braku lepszego słowa - pomieszczenia, odgrodzone od siebie jednak nie tyle prawdziwymi ścianami, co dość cienkimi elementami drewnianymi. Można tu uświadczyć osobny kącik przeznaczony na przechowywanie drzewa, siana czy pożywienia dla zwierząt oraz różnych narzędzi, inny zaś - oddany do dyspozycji rezydującego w przybudówce drobiu, a więc głównie kur, ale i paru gęsi czy indyków. Swoje miejsce znalazła tu również jedyna posiadana przez gospodarza krowa oraz koza - także występująca w pojedynczym egzemplarzu. Cały ten obiekt ma połączenie z głównym budynkiem oraz z osobnym wychodkiem.
Ogród z kolei zorganizowany został według wyraźnie widocznego planu. Grządki są równe i porządne, w rogu stoi studnia z żurawiem, a obok niej niewielki stawik, pełniący prawdopodobnie czysto ozdobną funkcję i służący przede wszystkim kaczkom. Skąd bierze się w nim woda, skoro nie prowadzi do niego żaden strumień? Kto wie, może jest jakoś połączony ze źródłem studni, a może rozwiązano to w jakiś inny sposób; grunt, że tak właśnie jest. Wzdłuż jednej ze ścian domu ciągnie się natomiast szereg kilku drzew owocowych oraz drobnych krzewów.
Jak widać gospodarstwo jest więc w dużej mierze samowystarczalne.
Jeśli chodzi o sam dom, to jest on o dziwo dwupoziomowy. Na parter składają się właściwie praktycznie tylko dwa słusznych rozmiarów pomieszczenia. Jedna z tych izb to coś na kształt pokoju dziennego, druga zaś stanowi krzyżówkę jadalni, kuchni oraz miejsca do pracy - przy ziołach i miksturach; ta ostatnia ma zresztą niewielką piwniczkę służącą za spiżarnię. Na piętrze z kolei zastosowano podobny podział na dwa - z dość wąskiego korytarza przejść można do sypialni Neythena lub do dawnego pokoju jego nauczycielki, którego on sam w zasadzie nie ruszał od jej śmierci, nie licząc rzecz jasna obowiązkowego sprzątania od czasu do czasu.
avatar
Neythen
Bran

Age : 27
Skąd : Irlandia
Join date : 19/03/2013
Liczba postów : 20

Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: Dom Neythena

Pisanie by Neythen on Pon Kwi 01, 2013 8:47 pm

Doprowadzenie wojownika do domu nie należało może do zadań najłatwiejszych, lecz z drugiej strony nie było też zajęciem przesadnie trudnym. Na szczęście droga na skróty - a więc starym i rzadko uczęszczanym leśnym szlakiem - była stosunkowo krótka, dlatego też dotarcie na miejsce nie zajęło im zbyt dużo czasu... Było to zaiste fortunne - gdyż znajdując się w tym stanie mężczyzna wymagał przede wszystkim spokoju i odpoczynku.
Po wkroczeniu do środka, a konkretnie do głównej izby pełniącej funkcję pokoju dziennego, Neythen pomógł swojemu gościowi usadowić się na najbliższym możliwym - i do tego zaskakująco wygodnym - siedzisku. Obdarował go przy tym łagodnym, subtelnym uśmiechem, który zazwyczaj pozostawał zarezerwowany dla przedstawicieli ogólnie pojętej okolicznej fauny; zwierzęta jakoś tak częściej zasługiwały sobie na przychylność uzdrowiciela.
-Poczekaj tu na mnie chwilę, zaraz wrócę- poinformował wojownika, po czym ruszył ku drzwiom prowadzącym do sąsiedniego pomieszczenia, po drodze mijając schody i praktycznie odruchowo opierając na nich swój kostur. To właśnie było jego stałe miejsce w czasie, który mag spędzał w swym domu... Jedynie na noc zabierał go ze sobą na górę do sypialni - ot, tak tylko na wszelki wypadek. Co prawda Neythen szczerze wątpił, aby ktokolwiek ośmielił się chociażby spróbować okraść dom jakiegokolwiek czarownika, lecz koniec końców nie tacy samobójcy się zdarzali, prawda?
Będąc już w drugim pokoju, mężczyzna szybko przystąpił do organizowania wszystkiego, co uznał za konieczne w takiej sytuacji. Trochę czystego i odpowiednio pociętego materiału na zranioną dłoń, niewielka miska z wodą i szmatką, do tego jeszcze świeże zioła i przygotowana zawczasu mikstura pomagająca przy walce z zakażeniami i związaną z nimi gorączką... Tak, to powinno wystarczyć. Uzdrowiciel uwinął się z tym sprawnie i już po chwili powrócił do swego gościa, rozkładając się przy nim z całym tym ekwipunkiem.
-Jeśli tylko dostosujesz się do moich wskazań, to gwarantuję, że prędko wrócisz do zdrowia- oznajmił mu, jednocześnie przystępując już do roboty. Przede wszystkim usunął z ręki wojownika tymczasowy opatrunek, aby móc przemyć okolice tej niewielkiej rany, a gdy tylko skończył - wówczas zabrał się za komponowanie nowego okładu i obwiązywanie go przyrządzonymi pasami materiału.
-Właściwie jak cię zwą?- zapytał jeszcze, bo choć w zasadzie od początku domyślał się mniej więcej z kim ma do czynienia, to jednak nie był pewien konkretnego imienia. Z jego pamięcią oznaczało to, że najprawdopodobniej po prostu nigdy go nie słyszał... Lecz kto wie, a nuż jednak wyleciało mu z głowy?
avatar
Neythen
Bran

Age : 27
Skąd : Irlandia
Join date : 19/03/2013
Liczba postów : 20

Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: Dom Neythena

Pisanie by Morvan on Sob Maj 04, 2013 9:35 pm

Z przyzwyczajenia nabytego podczas wypraw i podróży obserwował drogę prowadzącą do domu mężczyzny, który w swej dobroci oferował mu pomoc. Gorączka tylko trochę stępiła jego odruchy. Nie był w stanie dopatrzeć się szczegółów trasy, ale zapamiętał ją na tyle, że szansa na trafienie z głównego traktu wynosiła ponad pięćdziesiąt procent. Nie idealnie, ale zawsze coś.
Usiadłszy w izbie oparł się wygodnie i odetchnął głęboko. Nareszcie, znowu można usiąść. Wprawdzie był rosłym mężczyzną i takie przeszkody nie był mu straszne, ale póki nie musiał naginać granic swego organizmu to po co się frasować, nadwyrężać? Odpocznie chwilę, skorzysta z opieki w bezpiecznym zaciszu domowym.
Oparł swoją włócznię obok i skinął głową Branowi na znak zrozumienia, ale i kolejnego, malutkiego podziękowania. Wtedy już zamiast rozglądać się za "wybawcą" zaczął rozglądać się po izbie.
Całkiem przytulnie właściwie. Jak narobię sobie problemów to wiem, gdzie uciekać, zaśmiał się do siebie w myślach - tam na pewno lepiej to zabrzmiało niż gdyby miał uczynić to na głos. Może najpierw poczeka aż gorączka prawie całkowicie spadnie, wtedy będzie szalał. Owszem, był w gorącej wodzie kompany, ale nie aż tak, by tracić zdrowy rozsądek, gdy w grę wchodzi jego zdrowie. Głupio by było znów je nadszarpnąć przez coś błahego.
Kiedy Bran powrócił obserwował ruchy jego dłoni, które sprawiały mu nowy, lepszy opatrunek. Szybko przyniósł uczucie ulgi, choć jeszcze nie zaczął właściwie działać. Na dźwięk głosu podniósł wzrok na twarz mężczyzny.
- Morvan Ó Loinsigh, ale nie kłopocz się pełnym tytułem. W podzięce za wsparcie mów do mnie po prostu Morvan. - uśmiechnął się zawadiacko, ale i z lekkim rozbawieniem, szczerym.
- Jeszcze raz dziękuję ci za pomoc. To prawdziwa przychylność bogów, że natrafiliśmy tam na siebie, szczególnie z moim szczęściem. Tym razem chyba jednak chciało mnie trzepnąć w głowę.
avatar
Morvan
Ó Loinsigh

Skąd : Irlandia
Join date : 19/03/2013
Liczba postów : 16

Zobacz profil autora http://www.theavengers.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: Dom Neythena

Pisanie by Neythen on Nie Maj 05, 2013 3:36 pm

Morvan Ó Loinsigh... Miano to natychmiast powędrowało na odpowiednie miejsce w potężnej fortecy, jaką była pamięć Neythena - prawdę mówiąc nie musiał nawet o tym myśleć, bo po prostu zawsze odruchowo zapisywał sobie w mentalnym notesie imiona napotykanych na swej drodze osób. Właściwie podejrzewał, że trudniej byłoby mu zapomnieć, aniżeli zapamiętać coś takiego... Co oczywiście niosło ze sobą wiele korzyści. Pomijając już wszystko inne, to najzwyczajniej w świecie opłacało się wiedzieć - informacje niejednokrotnie dawały sprytnym i zaradnym realną władzę nad innymi ludźmi.
Uzdrowiciel kiwnął więc krótko głową na znak, że przyjął do wiadomości słowa wojownika, po czym uniósł wzrok znad doglądanej właśnie dłoni - aby spojrzeć drugiemu mężczyźnie prosto w oczy. Na moment spowolnił przy tym swą pracę, którą i tak zresztą zbliżała się ku końcowi. Okład już teraz trzymał się całkiem nieźle i Neythen musiał się tylko upewnić, że tak pozostanie.
-Nic nie dzieje się na tym świecie bez przyczyny, Morvanie, możesz mi wierzyć, bo wiem o czym mówię. Najwidoczniej bogowie chcieli, abyśmy się dziś spotkali - i oto jesteśmy, czyż nie tak? Zgodnie z ich wolą- powiedział spokojnym, melodyjnym tonem głosu. Odczekał jeszcze kilka sekund, niemalże zbyt długo, ale jednak z wyczuciem, po czym znów opuścił spojrzenie, z uwagą kontynuując tworzenie całkiem elegancko się prezentującego opatrunku. Pozostało mu tylko wykonać kilka ostatnich ruchów... I proszę, gotowe.
-Bez urazy, lecz jednak szczerze wątpię, abyś był w stanie sam zmienić sobie okład, dlatego też najlepiej będzie, jeśli niedługo odwiedzisz mnie ponownie. Jutro, najpóźniej pojutrze, tak sądzę- oznajmił druid, zbierając resztę ziół i odkładając je ostrożnie na bok. Zaraz potem przesunął jeszcze miskę z wodą po podłodze w takie miejsce, aby im nie przeszkadzała; uznał, że później odniesie ją do swej pracowni, gdyż póki co wolał nie opuszczać po raz drugi swojego gościa.
-Skoro zaś wspomniałeś już o podzięce... Jestem pewien, że gdy tylko należycie wypoczniesz, to będziesz wręcz zachwycony mogąc mi się jakoś odwdzięczyć za pomoc, której ci tak bezinteresownie udzieliłem, mam rację, hm? Morvanie?- imię wojownika mag dorzucił jakby po krótkim namyśle, a w dodatku nieco ciszej... I niżej... Można by się wręcz porwać na stwierdzenie, że uczynił to w sposób praktycznie wodzący na pokuszenie. Słowu temu towarzyszył zresztą subtelny i delikatny, lecz nie mniej jednak czarujący uśmiech, a także błysk w oczach. Ot, sam wdzięk i urok - nic dodać, nic ująć.
avatar
Neythen
Bran

Age : 27
Skąd : Irlandia
Join date : 19/03/2013
Liczba postów : 20

Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: Dom Neythena

Pisanie by Morvan on Sro Maj 15, 2013 9:51 pm

Na to długie spojrzenie odpowiedział mu bez najmniejszego skrępowania, wręcz z lekkim uśmiechem, który nie opuszczał jego warg. Przy okazji przyjrzał się bliżej jego oczom. Były poniekąd hipnotyzujące, miały w sobie coś przyjemnego, magicznego. Morvan stwierdził, że gdyby miał przypisać wszystkim magom jedną barwę tęczówek to bałaby właśnie taka, jaką posiadał Bran. Miało się wrażenie, że skaczą w nich iskry magii, płynie nadnaturalna energia.
Dobrze, że mężczyzna ponownie skupił się na opatrunku, bo wojownik zapewne jeszcze długo by się się wgapiał i podziwiał. Tak, hipnoza. To idealne słowo. Przez myśl mu nawet przeszło, że może rzucono na niego urok, a on nawet nie zauważył. To lekarstwo niekoniecznie musiało być lekarstwem - lub tylko lekarstwem. Prawda?
No dobrze, dosyć tych teorii spiskowych. Uratował go, należy więc okazać wdzięczność, nie wrogość.
Na wzmiankę o rekompensacie aż zaśmiał się sympatycznie i głośno.
- No patrzcie. Zaczyna wątpić w twoje dobre intencje, Bran. - zażartował opierając dłoń z opatrunkiem na kolanie. - Możesz na mnie liczyć, spłacę dług wdzięczności. W końcu wojowników cechuje honor, czyż nie?
Powoli podniósł się i wyprostował, nawet przeciągnął. No, prawie idealnie.
avatar
Morvan
Ó Loinsigh

Skąd : Irlandia
Join date : 19/03/2013
Liczba postów : 16

Zobacz profil autora http://www.theavengers.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: Dom Neythena

Pisanie by Neythen on Pon Maj 20, 2013 10:17 pm

Neythen sam nie mógł powstrzymać uśmiechu, który praktycznie wkradł się na jego usta, gdy tylko usłyszał śmiech swojego gościa - jakże przyjemny dla ucha, taki... Cóż, po prostu miły i ciepły. Dźwięk ten podświadomie budził w druidzie same najlepsze skojarzenia, nawet jeśli cyniczna i złośliwa część jego jestestwa już podpowiadała mu jakie cechy charakteru może wynieść z takiego zachowania - oraz jak je ewentualnie wykorzystać... Niekoniecznie dla własnych realnych korzyści, bo choćby i dla zwykłej uciechy. Rzecz jasna był to tylko taki odruch, zresztą o dziwo pozostający w zdecydowanej mniejszości. Mimo wszystko mag panował nad swoimi reakcjami i nie miał względem Morvana żadnych prawdziwie złych zamiarów. W końcu dopiero co mu pomógł, czyż nie?
-Och, zapewne, nawet nie śmiem w to wątpić - lecz wbrew pozorom zazwyczaj nie spędzam zbyt wiele czasu z wojownikami, o ile któryś z nich nie potrzebuje akurat pomocy mojej oraz moich ziół i leczniczych mikstur. Mam nadzieję, iż nie jesteś tym przesadnie zdziwiony, gdyż nie chciałbym cię niepotrzebnie zszokować...- to mówiąc, Bran intensywnie obserwował poczynania mężczyzny. Gdy ten się przeciągał, przebiegł powoli wzrokiem po jego ciele - uważnie i dokładnie, odnotowując w pamięci każdy nowy szczegół, bo wszystkie mogły się przecież potencjalnie okazać kiedyś istotnymi lub przydatnymi. Szukał zarówno silnych, jak i możliwie słabych punktów, a także jakichkolwiek wskazówek na, cóż, właściwie na cokolwiek, co tylko mógłby rozpoznać lub też w pewien sposób zinterpretować.
Mimo wszystko uzdrowiciel bezczelnie skłamałby twierdząc, że wypatrywał w swym gościu jedynie cech ważnych dla niego ze strategicznego punktu widzenia. Owszem, stanowiły one jego główny i nadrzędny cel, lecz przy okazji nie mógł również zignorować innych... Atutów wojownika. Oczami wyobraźni mógł praktycznie ujrzeć te napinające się pod ubraniami mięśnie drugiego mężczyzny... A co jak co, ale akurat siła przyciągała Neythena od zawsze - choć może w nieco specyficzny sposób.
-Co nie zmienia faktu, że moje intencje są oczywiście zupełnie czyste i niewinne. Nie musisz w nie wątpić... Ani też we mnie, zapewniam, mój drogi- dorzucił jeszcze, przechylając przy tym głowę lekko na bok i wciąż nie spuszczając swojego rozmówcy z oczu. Odruchowo przesunął powoli językiem po swych ustach, samemu nie rejestrując nawet wykonania tego gestu. Zaraz potem podniósł się z miejsca, które do tej pory zajmował, po czym powoli zbliżył się do Morvana.
avatar
Neythen
Bran

Age : 27
Skąd : Irlandia
Join date : 19/03/2013
Liczba postów : 20

Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: Dom Neythena

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach