Hibernia
Zdecydowałem się zamknąć forum. Powodów tej decyzji jest naprawdę wiele, a głównym jest to, że więcej z tego nerwów niż radości. Też to pochłaniacz czasu.
Słusznym jest to, by nabrać dystansu do takiej formy rozrywki. Jednak to była fascynująca przygoda i może kiedyś się na to zdecyduję.
Wszystkim, którzy bawili się przez ten krótki okres czasu, pragnę podziękować.

Zatarta ścieżka

Go down

Zatarta ścieżka

Pisanie by Morvan on Wto Mar 19, 2013 11:11 pm

Już bardzo rzadko uczęszczana ścieżka, która niegdyś służyła za tak zwaną drogę "na skróty". Teraz istnieje raczej przeświadczenie, że śmiałkowie wybierają ten szlak na własne ryzyko, a podobno niektórych więcej nie ujrzano. Nikt jednak nie wie czy to przez ilość niebezpieczeństw czy po prostu nieuwagę podróżnych. Mimo wszystko - raczej omija się tę ścieżkę z daleka.

~*~

Upragnioną przerwę w zajęciach Morvan spędził spacerując wzdłuż klifów lub nawet przysiadając na ich skraju, by obserwować w spokoju jak fale biją o skały. Śledził wzrokiem jeszcze słabe promienie słońca o tej porze roku, odgadywał dla zabawy kształty chmur lub po prostu odpoczywał - wyłączając myśli i chłonąc ten spokój wybrzeża. Był silny i wytrzymały, godziny pracy mu nie przeszkadzały zbytnio, jednakże brak snu od dwóch dni już stanowił pewien dyskomfort. Powodem tego była oczywiście jego chęć pomocy - zawsze się zaoferował komuś, ignorując fakt, iż jest tylko śmiertelnikiem i jego organizm potrzebuje snu.
Gdy przymknął oczy w ostatniej chwili zorientował się, że zaczyna odpływać. Od razu wstał i przetarł dłońmi twarz.
Bądź mężczyzną, to nie czas na sen, zaśmiał się do siebie w duchu. Stwierdzając, że praca będzie najlepszym rozwiązaniem na senność postanowił szybko skierować się z powrotem do wioski. Szybko, czyli jak najkrótszą drogą. Oczywiście, Morvan był typem osoby, która słysząc "lepiej tędy nie idź" zrobi właśnie na odwrót licząc na coś ciekawego, ekscytującego.
Dodatkowo wiał bardzo mocny wiatr, a Mroczny Las akurat dawał dobrą przed nim ochronę. Bez wahania, wręcz z uśmiechem wkroczył na zatartą ścieżkę, mając za nic nikłą ilość światła. Cóż, do pewnego momentu. Nie zauważywszy wystającego korzenia potknął się - nie upadł, ponieważ od razu przytrzymał się o pierwszy lepszy konar. Niestety, oplatała go nieznana mu roślina z kolcami i nieco rozczapierzonymi liśćmi. Zraniła go, jednakże co to dla wojownika, szedł dalej. Po dłuższej chwili jednakże jego senność się wzmogła, zmęczenie również. Z zadrapań pulsował delikatny, acz uciążliwy ból, czuł jakby ciężar jego ciała ciągnął go w dół. Postanowił odpocząć przysiadając pod jednym z czarnych drzew i nim się obejrzał jego powieki opadły. Pogrążył się w niespokojnym śnie. trawiony nagłą gorączką. Ostatnią myślą przeklął ów, jak to określił, kolczaste zielsko.
avatar
Morvan
Ó Loinsigh

Skąd : Irlandia
Join date : 19/03/2013
Liczba postów : 16

Zobacz profil autora http://www.theavengers.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: Zatarta ścieżka

Pisanie by Neythen on Sro Mar 20, 2013 4:26 pm

Dla wielu osób samotne przechadzki po lesie mogłyby się potencjalnie skończyć tragicznie - lub też przynajmniej bardzo nieprzyjemnie. Pomijając już nawet skrajne przypadki pod postacią rozbójników czy dzikich zwierząt, zawsze można było przecież zgubić drogę, podtruć się nieopatrznie spożytym ze względu na swą pozorną apetyczność owocem albo okaleczyć się na kolczatej roślinności... Tak; las zdecydowanie bywał miejscem zdradzieckim.
Neythen jednak nie musiał martwić się o większość z tych czynników. Pewnie, ludzie mogli mu zaszkodzić, lecz świetnie orientował się w ścieżkach, którymi nikt już od dawna nie chadzał - a tam żadnemu rabusiowi nie opłacało się raczej czekać na ofiarę, o ile rzecz jasna nie miał czegoś nie w porządku z głową. Zwierzęta z kolei nie stanowiły dla niego zagrożenia; w najgorszym wypadku ignorowały jego obecność. Znał las jak własną kieszeń, wiedział na co może sobie w nim pozwolić i nie obawiał się w nim przebywać - bez względu na porę...
Teraz zaś był w dodatku sam środek dnia - a on wracał akurat do domu. Musiał niechętnie przyznać - oczywiście tylko przed sobą samym, bo choćby chciał, to nie miał się po prostu komu wyżalić - że odczuwał zmęczenie. Położył się późno, jako że musiał dokończyć ważenia kilku mikstur zamówionych przez mieszkańców pobliskiej wioski, wstał zaś wcześnie - miał bowiem na głowie wiele spraw, które nie mogły poczekać i natychmiastowo wymagały jego interwencji. Nie pomagał także sam okres; dni wciąż jeszcze nie były zbyt długie, a ciemność - wbrew pozorom - nawet w jego przypadku nie służyła nadmiernej aktywności.
Jego zmęczeniu umniejszała nieco świadomość dobrze wykonywanej pracy i słusznie niesionej pomocy - w tym przypadku wyjątkowo bezinteresownie. Akurat zwierzęta mógł wspierać bez oczekiwania od nich czegokolwiek w zamian; zwłaszcza te ranne. Sarna, której nogę leczył czuła się już o wiele lepiej i bardzo go to cieszyło. Nie mogła jeszcze biegać, ale w grupie powinna być stosunkowo bezpieczna - w innym razie rozważałby zapewne zabranie jej na jakiś czas do siebie, aby pod jego czujnym okiem zupełnie się wykurowała.
Ach, tyle zajęć czekało go w domu! Pomijając już te oczywiste, związane z utrzymywaniem jego małego, lecz sprawnie działającego gospodarstwa, musiał jeszcze chociażby popakować mikstury i maści, które powinien w najbliższym czasie zabrać do osady... Wypadałoby też przejrzeć zapasy, aby przy okazji zakupić lub wyłudzić wówczas potrzebne mu produkty - możliwie to drugie zresztą. Taka jedna wdówka miała u niego dług wdzięczności, pewnie dałaby się całkiem łatwo przekonać do udzielenia mu wsparcia...
Układając sobie w głowie plan działania, Neythen kroczył przez las, korzystając przy tym oczywiście z nieużywanego już raczej szlaku. Jak do tej pory jeszcze nigdy nikogo na nim nie spotkał - jakież więc było jego zdziwienie, gdy jego oczom ukazał się siedzący pod drzewem mężczyzna - najwyraźniej nieprzytomny lub też tego stanu bliski. Od razu w umyśle zapaliła mu się czerwona lampka; podstęp? Nie, tę opcję szybko odrzucił, nawet jeśli wrodzona ostrożność nakazywała mu podejrzliwość w każdej sytuacji. Tutaj i teraz taki fortel nie miałby w zasadzie żadnego sensu... Zmuszony był więc uznać, że trafił na wędrowca potrzebującego pomocy.
Szybko zbliżył się do nieznajomego, przy okazji orientując się przy tym, iż nie był on taki znowu do końca nieznajomy, a przynajmniej nie ze słyszenia - rzecz jasna o ile uzdrowiciel mógł to oceniać po towarzyszącej mężczyźnie dość charakterystycznej broni, czyli czerwonej włóczni.
Przyklęknął przy nim i w pierwszej kolejności przyłożył wierzch dłoni do jego policzka, a następnie dotknął jeszcze jego czoła, w zasadzie już odruchowo. Gorączka, poty... A do tego oddech tak ciężki, że przynajmniej z daleka było znać, iż osobnik ten wciąż żyje. Biorąc pod uwagę, że - zgodnie z informacjami Neythena - człowiek ten mieszkał w pobliskiej wiosce, najprawdopodobniej nie wybrałby się do lasu w takim stanie, a więc choroba dopadła go już tutaj... Z tego wynikało zaś, że rozwijała się szybko.
Akurat z rozpaleniem potrafił walczyć dość skutecznie - na szczęście dla tego delikwenta. Co prawda nie lubił odwoływać się podczas leczenia do magii, zdecydowanie wolał korzystać jedynie z ziół i innych specyfików, to jednak w tym wypadku ich podanie mogłoby być wysoce utrudnione; jakoś nie uśmiechało mu się przekazywanie odpowiedniej mikstury metodą z ust do ust.
Dlatego też teraz Neythen ułożył dłonie na obu policzkach mężczyzny, jednocześnie zaczynając nucić cicho - a jednak dość wyraźnie - odpowiednią inkantację. Trwało to dłuższą chwilę, lecz z czasem mógł już praktycznie poczuć, jak temperatura ciała jego "pacjenta" spada. Wreszcie, mniej więcej usatysfakcjonowany, cofnął dłonie i zamiast tego przystąpił do poszukiwań; miał pewne podejrzenia co do źródła tej przypadłości... Gdzieś tu musiała być jakaś rana, zapewne niewielka... O, proszę, oto i ona. Okład powinien dość szybko załatwić sprawę - skoro gorączka już ustępowała.

Choroby nie ustępują od razu, nawet przy pomocy magii, inkantacji czy ziół.
Dlatego zalecam, by chory się nie forsował, tym bardziej, że będzie osłabiony./Admin


// Bez obaw, drogi adminie, nie będzie się forsował - właśnie o to w tym wszystkim chodzi~
avatar
Neythen
Bran

Age : 27
Skąd : Irlandia
Join date : 19/03/2013
Liczba postów : 20

Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: Zatarta ścieżka

Pisanie by Morvan on Sro Mar 20, 2013 5:41 pm

To, co Morvan miał przed oczami podczas gorączki trudno nazwać snami. Bliżej im było do koszmarów z tą różnicą, że nie czuł strachu, a raczej lekki niepokój, zdezorientowanie. Najbardziej irytująca i dyskomfortowa była jednak niemoc. Nie widział obrazów, raczej kolory - wolno zmieniające się, ale kontrastowo, aż głowa go od tego bolała. Sytuacji nie ratowała uciążliwa ilość dźwięków, których źródła nie potrafił określić, nawet dopasować do czegokolwiek. Gdzieś podświadomie wiedział, że to tylko zatrucie, nawet pewnie nie to z poważniejszych, jednakże momentami miał wrażenie, że znalazł się w stanie agonalnym.
Nie miał nadziei na śmierć jako wybawienie, nigdy by pewnie nie stworzył takich myśli. Po prostu kłóciło się to z jego charakterem, zawsze pragnął żyć - jak najdłużej, jak najpełniej. Gdy tylko udało mu się minimalnie skupić przeklinał w myślach kolczastą roślinę i już zawsze będzie omijał ją szerokim łukiem. Ewentualnie sprezentowałby ją swoim wrogom, ale o tym zadecyduje ostatecznie kiedy indziej.
W pewnym momencie poczuł dotyk na swojej twarzy - najpierw na policzkach, potem na czole. W tym chaosie gorączkowych odczuć był niczym dar zesłany od bogów. Morvan aż lekko odetchnął, a potem nawet rozluźnił się minimalnie czując jak ów niezwykły dotyk łagodzi atak barw i dźwięków. Z taką samą wdzięcznością przywitał przyjemny okład na zranionej dłoni.
Z początku miał wrażenie, że może z powodu gorączki zaczyna już naprawdę śnić, że umysł broni się przed skutkami trucizny. Jednakże chwilę potem oddech się uspokoił, wyczerpujący kalejdoskop blaknął - choć nie ma tak dobrze, nie zniknął całkiem. Powoli rozchylił powieki, a spojrzenie jego oczu od razu padło na nieznajomą twarz.
- Kim... - chciał zacząć, ale wyschnięte gardło sprawiły, że pierwsze słowo padło ledwie dosłyszalnie. Odchrząknął i ponowił. - Kim jesteś?
Jak to Morvan - bagatelizując wszystko chciał się od razu podnosić, ale ujrzawszy gwiazdy, których w lesie nie powinno być stwierdził, że jednak posiedzi jeszcze chwilę. Niechętnie.
avatar
Morvan
Ó Loinsigh

Skąd : Irlandia
Join date : 19/03/2013
Liczba postów : 16

Zobacz profil autora http://www.theavengers.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: Zatarta ścieżka

Pisanie by Neythen on Sro Mar 20, 2013 10:16 pm

Gdy Neythen zorientował się, iż mężczyzna rozchylił już powieki, aż pozwolił sobie na lekki, choć wyraźnie pełen zadowolenia z dobrze wykonanej pracy uśmiech - ot, zaledwie uniesienie kącików ust, które to w dodatku odbiło się również w jego zielonych oczach, dodając im całkiem przyjemnego, ciepłego blasku. Co jak co, ale lubił odczuwać ten specyficzny rodzaj satysfakcji...
... Choć oczywiście wolał, gdy mu jeszcze za to płacono, ale fakt ten stanowił w ostatecznym rozrachunku jedynie nieistotny szczegół, który równie dobrze można byłoby po prostu dyplomatycznie pominąć milczeniem. Takie detale psuły mu przecież wizerunek.
-Zdania na ten temat są na ogół podzielone, lecz trudnię się przede wszystkim uzdrowicielstwem. Możesz mi mówić Bran... I możesz też mi podziękować za pomoc- słowa te wypowiedział dość cicho i miękko; ot, tak na wszelki wypadek, gdyby jego nieoczekiwanego rozmówcę bolała jeszcze głowa... Bo szczerze mówiąc niezbyt by go to po czymś takim zdziwiło. Wręcz przeciwnie, praktycznie tego oczekiwał.
Właściwie dopiero teraz mag mógł poświęcić chwilę na lepsze przyjrzenie się temu osobnikowi. Sama jego - skądinąd przystojna zresztą - twarz wiele mu niestety nie mówiła, lecz z drugiej strony nie chciał z góry zakładać, że nigdy dotąd się nie spotkali. Miał co prawda wspaniałą pamięć, lecz jednak - niechętnie - dopuszczał do siebie przykrą możliwość popełnienia błędu... Nie był bowiem aż tak zadufany w sobie, by uważać się za nieomylnego, nawet jeśli miał do siebie spore zaufanie. Zdrowy rozsądek oraz bezpieczeństwo przede wszystkim - taką już wyznawał zasadę.
Z kolei sama sylwetka mężczyzny zdawała się potwierdzać pierwotne przypuszczenia Neythena - wywołane widokiem włóczni o dość specyficznej barwie. Budowa jego ciała sugerowała w sposób raczej jednoznaczny kogoś pokroju wojownika... To dobrze; tacy z oczywistych powodów mieli silne organizmy, tak więc - co za tym idzie - łatwiej zwalczali choroby.
-Jak starannie bym go nie wykonał, okład z samych listków długo nie wytrzyma, dlatego sugeruję okrycie go dla bezpieczeństwa materiałem; wtedy właściwie spełni swoją funkcję- wyjaśnił Bran, kątem oka zerkając teraz na dłoń nieznajomego. Skaleczenie nie było zbyt rozległe czy głębokie, więc samo w sobie nie powinno raczej stanowić większego problemu... Jednakże ta słaba trucizna to już co innego.
-Odpocznij jeszcze, a gdy poczujesz się na siłach - pomogę ci się stąd ruszyć. Mój dom znajduje się bliżej, aniżeli wioska, do której - jak mniemam - zmierzałeś... I w dodatku posiadam w nim odpowiednie specyfiki, które mogą przyspieszyć twój powrót do pełni sił- dorzucił, a w jego głowie już zaczął się układać pewien plan działania; musiał w końcu zmodyfikować nieco swój grafik, aby wpasować w niego zajmowanie się tym pechowcem. Kto wie, może wyjdzie mu to nawet na dobre... Już on się postara coś wymyślić.
avatar
Neythen
Bran

Age : 27
Skąd : Irlandia
Join date : 19/03/2013
Liczba postów : 20

Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: Zatarta ścieżka

Pisanie by Morvan on Czw Mar 21, 2013 4:35 pm

Owszem, jego organizm nadal nie był w pełni sił i miał złe przeczucie, że taki stan (lub zbliżony) osiągnie dopiero późnym wieczorem lub następnego dnia. Kto wie, może o wiele lepiej zniósłby truciznę, gdyby nie cierpiał ostatnio na niedobór snu i nie forsował się tak. Cóż jednak poradzić, że był pomocnym typem i swoje zdrowie stawiał na n-tym miejscu na liście najważniejszych rzeczy.
Zdrową dłonią przetarł powoli twarz, a szczególnie oczy sprawdzając czy aby mężczyzna nie jest iluzją, pożądaną halucynacją zesłaną przez zielsko lub też kamuflażem jakiejś leśnej istoty, niekoniecznie mającej przyjazne zamiary. Obraz pozostał niezmieniony, więc odetchnął z ulgą i przyjrzał się dokładniej; a nuż skądś pamiętał tego osobnika.
- Bran... Kruk? CHyba ktoś kiedyś wspominał o Tobie w wiosce. - uśmiechnął się nieco i oparł wygodniej o konar. Oddychał głęboko, starał się jak najspokojniej, by odpoczywać skuteczniej i szybciej. Ból głowy nie przechodził, choć nieco zelżał, to samo tyczyło się pulsowania rany. Czuł się jakby przespał ostatni miesiąc - ociężały, rozleniwiony w ten zły sposób, gdy Ty czegoś chcesz, a Twoja ciało mówi kategoryczne "nie, leż".
Morvan był uparty i działał na przekór często nawet wobec samego siebie, więc i teraz pozwolił organizmowi na odpoczynek nie dłuższy niż dwa kwadranse, po czym podpierając się o pień drzewa wstał powoli.
Suchy ląd raczej nie powinien przypominać łodzi podczas sztormu, zaśmiał się w myślach i odetchnął głębiej. Rozejrzał się dookoła, po czym spojrzenie jego oczu znów padło na Brana.
- Jestem Ci niezwykle wdzięczny za Twą pomoc. Najchętniej bym wrócił prosto do wioski, jednakże tak, masz rację. Chętnie skorzystam z Twej gościny. I co to za kolczaste cholerstwo na pniach, tak z ciekawości? Muszę wiedzieć co posyłam w myślach w diabły - obdarzył go rozbrajającym, nieco zawadiackim uśmiechem. Chwycił włócznię i oparł się na niej.
avatar
Morvan
Ó Loinsigh

Skąd : Irlandia
Join date : 19/03/2013
Liczba postów : 16

Zobacz profil autora http://www.theavengers.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: Zatarta ścieżka

Pisanie by Neythen on Pią Mar 22, 2013 5:33 pm

Och, a więc mężczyzna słyszał już jego imię... Cóż, nie było w tym niczego dziwnego, koniec końców bowiem Neythen już od dłuższego czasu służył swą wiedzą oraz - częściej - umiejętnościami mieszkańcom osady. Co prawda dopiero mniej więcej od roku czynił to na własną rękę, lecz już wcześniej prowadził swą działalność - pod skrzydłami swojej bardziej popularnej wówczas i niezwykle utalentowanej nauczycielki. Jej imię zapewne wzbudziłoby zresztą zaufanie nieznajomego i przywołało mu na myśl więcej wspomnień oraz skojarzeń... Ale trudno. Wraz z upływem czasu Bran również planował stać się tak znany jak ona. Był już przecież na dobrej drodze; przydatnym okazało się to, że w zasadzie przejął zakres obowiązków zmarłej jeszcze nie tak dawno temu czarownicy... Choć trzeba tu uczciwie przyznać, że wcale nie czekał na to z utęsknieniem, a wręcz przeciwnie - średnio odpowiadała mu taka kolej rzeczy. Cóż... Musiał jednak podchodzić do sprawy na sposób praktyczny i racjonalny. Wyrzuty sumienia nikogo jeszcze nie wyniosły na wyżyny; zwłaszcza te logicznie nieuzasadnione.
-Możliwe, że o mnie wspominano. Czasem ją odwiedzam, by nieść pomoc chorym i potrzebującym- skomentował póki co, pomijając przy tym milczeniem szczegóły takie, jak chociażby własną interesowność oraz wypisany w pamięci dość dokładny cennik usług. Kogo by to tam ciekawiło w zaistniałej sytuacji...
Nie mając za bardzo innego wyjścia, uzdrowiciel pozostał przy wojowniku, podczas gdy ten pozwalał swemu ciału odpocząć. Zmienił jedynie pozycję na wygodniejszą, aby móc usiąść obok niego. Trwali tak w zasadzie w milczeniu i we względnym bezruchu, a Neythen przesuwał wzrokiem po otoczeniu - z braku lepszego zajęcia powtarzając w myślach skład mikstur, które miał jeszcze tego dnia przyrządzić i starając się sobie przypomnieć, czy aby na pewno posiada wszystkie potrzebne mu w tym celu składniki. Od czasu do czasu kątem oka zerkał na mężczyznę, mimowolnie odnotowując kolejne szczegóły dotyczące jego osoby. Nie czynił tego w żadnym konkretnym celu; taką już miał po prostu naturalną reakcję i tyle, nic więcej.
Kiedy nieznajomy wreszcie się podniósł, mag również wstał z miejsca, słuchając jego wypowiedzi i zarazem uważnie obserwując jego poczynania; ot, tak tylko na wszelki wypadek, gdyby miał się on jeszcze zamiar zachwiać albo i nawet upaść. Neythen zdecydowanie wolałby nie zajmować się kolejnymi obrażeniami.
-To nie wina rośliny, bo akurat ona rosła tam już od dawna i z pewnością nie przesunęła się złośliwie jedynie po to, aby móc wyrządzić ci krzywdę- zauważył, jednocześnie w dość wymowny sposób oferując mężczyźnie swe ramię jako dodatkową podporę. Aż sam się sobie dziwił, że stosunkowo bezinteresownie postępował w sposób tak przyjazny i uczynny. Widać tak już się przekładał na jego zachowanie dobry humor.
-Pozwól. Poprowadzę cię- dorzucił jeszcze, a gdy tylko wojownik pozwolił sobie pomóc - wówczas zaczął prowadzić go ścieżką dalej, kierując się w stronę swojego lokum. Na szczęście nie znajdowało się ono bardzo daleko.

[z/t za obu]
avatar
Neythen
Bran

Age : 27
Skąd : Irlandia
Join date : 19/03/2013
Liczba postów : 20

Zobacz profil autora http://theavengers.forumpolish.com

Powrót do góry Go down

Re: Zatarta ścieżka

Pisanie by Aryana on Sob Maj 25, 2013 12:16 pm

Miło, że Evan pomógł dziewczynie pozbierać swoje "graty". Kiedy przewiesiła szmacianą torbę przez głowę, była już gotowa do drogi. O dziwo, okazało się, że czas wędrówki upłynął niezwykle szybko. Ludzie mieli rację, towarzystwo innych znacznie skraca czas. Mimo, iż Evan zagadywał Aryanę, a przynajmniej próbował (może z czystej grzeczności), ta nie mówiła zbyt wiele. Starała się bardziej otworzyć na ludzi.. na świat, ale to nie przychodziło jej zbyt łatwo. W końcu od wielu lat mieszkała w lesie i jedyną osobą, z którą rozmawiała była jej opiekunka - Drachena, aczkolwiek, Drachena zniknęła, a jasnowłosa straciła nadzieję na jej powrót. Ciężko było jej się pogodzić z tym wszystkim. Nie mogła przestać o tym myśleć, ale w tej chwili jej się udało. Możliwe, że zawdzięcza to towarzystwu tego młodego blondyna...
Zanim dwójka ujrzała pierwsze drzewa, spędziła około godziny na przemierzaniu drogi, którą otaczały pastwiska. Na pierwszy rzut oka, las mógł wydawać się mroczny... Oczywiście, na Aryany nie był wcale taki mroczny. Dla dziewczyny, był po prostu jej domem, a w nim czuła się bezpiecznie.
Kolejne minuty mijały na przedzieraniu się przez leśne ścieżki, aż w końcu panna zatrzymała się na początku drogi, która raczej przypominała jakiś dawny, nieużywany już szlak, po części porośnięty przez krzewy i małe drzewka. W tym samym momencie spojrzała na swojego towarzysza.
- Tutaj go widziałam... Kilkakrotnie. - powiedziała cichym tonem. - Nie wiem dokąd prowadzi ta ścieżka, ale podobno jest niebezpieczna. Moja opiekunka nigdy nie pozwalała mi zapuszczać się w jej głąb. - dodała po chwili. Mężczyzna, którego widziała, albo musiał kochać las i często tutaj przychodzić, albo mieszkać gdzieś w pobliżu. Tego jasnowłosa nie wiedziała. Wiedziała jedynie, że czekanie na ów mężczyznę może zająć kilka dni... może nawet tydzień.
- Jeśli zamierzasz tutaj czekać... Mogłabym przynieść Ci jadło albo chociaż dzbanek wody... Strumyk, jak i moja chata, znajduje się niedaleko. - zaproponowała. Z drugiej strony, Evan mógł podjąć inny krok i ruszyć wzdłuż ścieżki w poszukiwaniu jakiś śladów, które zaprowadziłby go do tego, którego szukał.
avatar
Aryana
Ariane

Skąd : Irlandia
Join date : 19/03/2013
Liczba postów : 16

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Zatarta ścieżka

Pisanie by Evan on Sro Maj 29, 2013 8:11 am

Droga do lasu minęła blondynowi całkiem szybko. Już dawno nauczył się, że zwykle podróże są przyjemniejsze z towarzystwem, a już szczególnie wtedy, kiedy ma się jakiś ciekawy temat do rozmowy. Z tym akurat w tym przypadku było różnie... Dziewczyna, co Evan zauważył już na początku, była dosyć nieśmiała i do osób szczególnie rozmownych nie należała. Na szczęście blondyn jak najbardziej, więc całkiem dobrze szło mu nadrobienie tego szczegółu.
Kiedy dotarli do lasu, chłopak musiał przed samym sobą przyznać, że tutaj czuł się nieco mniej pewnie niż w mieście. Nie chodziło o sam fakt lasu - w swojej okolicy nie miał z tym problemu. Nawet lubił ten dzień drzew, zapach grzybów i mchu... Jednak kiedy wchodzi się do nieznanej puszczy, wyjście z niej jest o wiele trudniejsze od wydostania się z nieznajomego miasta. Różnica wielkości oraz brak ludzi mogących wskazać ewentualną drogę jednak była dosyć znacząca. Dobrze, że Aryana zdawała się dobrze orientować w tej okolicy.
Kiedy dziewczyna odezwała się po chwili ciszy, Evan zerknął na nią ciekawie, a potem na wskazane miejsce. Ścieżka wyglądała na dosyć... zatartą. Łatwo byłoby ją pewnie pomylić z jakimś szlakiem wydeptanym przez zwierzęta.
- Niebezpieczna, mówisz..? - uniósł lekko brew rozglądając się dookoła.
- Myślę, że poczekam tu chwilę, a potem może jeszcze przed zmrokiem przejdę się w tamtym kierunku.
avatar
Evan
Sirideáin

Skąd : Irlandia
Join date : 26/04/2013
Liczba postów : 6

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Zatarta ścieżka

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach