Hibernia
Zdecydowałem się zamknąć forum. Powodów tej decyzji jest naprawdę wiele, a głównym jest to, że więcej z tego nerwów niż radości. Też to pochłaniacz czasu.
Słusznym jest to, by nabrać dystansu do takiej formy rozrywki. Jednak to była fascynująca przygoda i może kiedyś się na to zdecyduję.
Wszystkim, którzy bawili się przez ten krótki okres czasu, pragnę podziękować.

Wrzosowa Łąka

Strona 2 z 3 Previous  1, 2, 3  Next

Go down

Re: Wrzosowa Łąka

Pisanie by Ferris on Sob Maj 04, 2013 11:27 pm

Straszny to on dopiero może zacząć być. Na razie jednak nie widział ku temu powodu. Właściwie na tę chwilę cisnął mu się na usta tylko śmiech tudzież uśmiech. Jednak stanęło na tym drugim i zaśmiał się wesoło by potem odpowiedzieć bez wahania:
-A widzisz tu kogoś jeszcze, kogo mógłbym tak mianować? Nie pokonałeś! – No teraz to już naprawdę zaczynali jak dzieciaki. Jeszcze brakowało by się pokłócili o taką głupotę i pobiegli z płaczem tudzież krzykami do matek. Cóż tu malował się nieco inny problem. Ani jednego ani drugiego celta matka nie należała do świata żywych.
Na tę chwilę to jednak nie miało znaczenia. Dobrze się bawili i mieli szanse sprawdzić swoje zdolności, zbadać swoją wytrzymałość a przy tym wszystkim jeszcze trochę pokrzyczeć, wyzywać od najgorszych i ogólnie zapomnieć o wszystkim. Dla niektórych było to bardzo zbawienne. Taka możliwość oderwania się od przeszłości, od nudnego i szarego życia, które trwało już od paru lat.
Dzięki zaskakiwaniu można było zyskać sporą przewagę. A w walce nic nie było tak ważne jak właśnie ta przewaga nad przeciwnikiem. Możliwość wyprowadzenia odpowiedniego ciosu w kulminacyjnym momencie. Nie zrobienie tego, mogło zaważyć na życiu lub śmierci.
Ciężko było się nie śmiać, kiedy widziało się taką głupią minę a także, kiedy słyszało się ten entuzjazm. Ferris nic na to nie mógł poradzić, ale cały czas się śmiał. Głośno, wesoło i przede wszystkim chętnie. Już nie starał się tego powstrzymać, chociaż nieco mu to utrudniało skupienie się na pewnych rzeczach. W końcu też ucichł zmuszając się w jakimś stopniu do powagi czy nawet skupienia. Choć uśmiech wciąż gościł na jego ustach a radość jakoś nie zamierzała opuścić jego zmęczonej duszy.
Można by, więc powiedzieć, że walka była wyrównana w jakimś stopniu. Na wiele mu się ten ruch nie przydał, a bardzo możliwe, że ułatwi Finnowi powalenie myśliwego. Napiął mięśnie ramion oraz barków jednocześnie zwiększając siłę, z jaką napierał na ręce przeciwnika. Zrobił również krok do przodu mając nadzieję, że Brean straci równowagę i runie do tyłu na plecy. Ani trochę nie przeszkadzał mu fakt, że przestrzeń między nimi drastycznie się zmniejszyła, właściwie niewiele brakowało do tego by całkowicie przestała istnieć. Wciąż też spoglądał w oczy swego przeciwnika nie odrywając nawet na chwilę swoich błękitnych ślepiów od brązowych oczu myśliwego.
avatar
Ferris
Finn

Skąd : Z północy
Join date : 03/05/2013
Liczba postów : 25

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wrzosowa Łąka

Pisanie by Hibernia on Nie Maj 05, 2013 12:03 am

O bogowie, to byłoby straszne. Zadziwiające, jak łatwo tak odmienić człowieka. Jak to łatwo przyszło i poniekąd jemu. Zatem może naprawdę był znachorem dla ubogich, którym mógł także zaoferować coś więcej niż niewielką ilość ziół i strawą.
- Ciebie! Pokonałem, w końcu przystawiłem Ci miecz niemalże do szyi! - A czy to było coś złego? Jednak nie przyjdzie się zapewne o to pokłócić, bo na to byli zbyt dorośli. On kiedyś również ujrzy swoją matkę i też będzie z nią ucztować.
Ale nie był to teraz ten czas. Robili to jednym słowem, co większość mężczyzn. Walka, mierzenie swoich sił i okrzyki to takie typowe. A niektórym też zapewne bardzo pomógł, nawet jak nie był tego świadom. Tutaj życie nie było nudne, wystarczy tylko się rozejrzeć.
To była też zatem niezwykle cenna lekcja dla nich obu.
Nieświadomie też naprawdę musiał bawić ludzi, zwłaszcza kiedy strzelał takie miny. Na tym śmiechu to oni sobie zedrą chyba całkowicie gardła. Kiedy przyjdzie im się rozejść, istnieje szansa, że ten stan ducha go nie opuści.
Wszystko było możliwe, wszystko może się stać a może sam nieco opuścić i tym samym dać się pokonać. Starał się odeprzeć tą siłę, zmuszając również swoje mięśnie wręcz do niesamowitego wysiłku. A jednak odczuł, jak zmienia swoje położenie i jednak mężczyzna to postanowił wykorzystać, co było całkiem naturalne. Jemu także to nie przeszkadzało, w końcu się ścierali i nie mogło obyć się bez takiego kontaktu. O bogowie. To najbardziej niehonorowy chwyt, na jaki można się pokusić.
Ostatecznie, na sam koniec puścił dłonie swojego towarzysza i sam... a może nie sam opadł na podłoże, na tą żółtozieloną trawę wysuszoną w dodatku słońcem. Zamortyzował nieco upadek, a także się krótko zaśmiał leżąc rozciągnięty na tej trawie. Podniósł także na moment głowę, by sprawdzić, czy kilt nie odkrywa czegoś, czego nie powinien odkrywać i ponownie ułożył głowę na trawie.
Nad sobą miał szaroniebieskie niebo poprzetykane gęsto obłokami. Także obserwował latające ptactwo pod nieboskłonem.
Jego towarzysza to, że w zasadzie udało mu się wygrać tą drobną potyczkę powinno naprawdę zadowolić. Ale czy tak będzie na pewno? Ciężko powiedzieć
avatar
Hibernia
Ionhar

Skąd : Irlandia
Join date : 07/03/2013
Liczba postów : 185

Zobacz profil autora http://hibernia.forumpl.net

Powrót do góry Go down

Re: Wrzosowa Łąka

Pisanie by Ferris on Nie Maj 05, 2013 12:23 am

-Niemalże! To robi ogromną różnice uwierz mi – śmiał się wesoło. Chociaż to mogło akurat brzmieć jak najprawdziwsze przekomarzanie się. W sumie tym właśnie to miało być. Poza tym on doskonale wiedział jak dużą różnicę robiło to „niemalże”. Ostatnio też „niemalże” został zabity przez swoich własnych ludzi. Ostatecznie stanęło na tym, że to oni zostali zabici.
Ktoś by powiedział, że lepiej na śmiechu niż na krzyku. Poza tym niektórzy mieli tutaj naprawdę zjechane gardło, przez wcześniejszą możliwość praktykowania. Chociaż wcześniej Ferris się nie śmiał, a właśnie bardzo dużo krzyczał. Już samo to sprawiało, iż jego głos był nieco bardziej charakterystyczny w brzmieniu. Nieco bardziej mrukliwy, mruczący wręcz. Można by mieć wrażenie, że Finn cały czas mówi nieco głośniejszym szeptem nieco zakrawającym na brzmienie o standardowej głośności. Jego prawdziwa, wręcz epicka chrypa wychodziła, kiedy próbował śpiewać. Ale to nie miało teraz większego znaczenia.
Ten sparing dla niektórych był naprawdę fascynującym zajęciem. Taka zabawa, niby wręcz dziecięca sprawiała ogromną ilość przyjemności. Uniknięcie właściwie takiego kontaktu fizycznego, czy chociażby naruszania czyjejś sfery osobistej było niemożliwe. Poza tym samą walkę rozumiało się, jako tako przez rodzaj niespecjalnie przyjemnej interakcji jednego człowieka z drugim. Ładnie to tak dawać się pokusie? Dobrze tego się Ferris ani trochę nie spodziewał. Właściwie to liczył, że ta swoista przepychanka, ten szalenie przyjemny sparing będzie trwał nieco dłużej. Jak zwykle nie miał problemów z utrzymaniem równowagi tak teraz po prostu poleciał za myśliwym. Na szczęście w ostatnim momencie podparł się rękami, więc ostatecznie tylko zawisł nad towarzyszem.
Chwilę spoglądał na Breanainna zdziwiony. Wpatrywał się w niego wręcz szeroko otwartymi oczyma by potem mimo wszystko rozejrzeć się. Szok ustąpił miejsca rozbawieniu. Odchylił nieco do tyłu głowę by również móc spojrzeć w niebo. Obłoczki przywodzące na myśl barany oraz niebo będące chyba największym pastwiskiem na świecie. Potem opuścił spojrzenie na swojego towarzysza.
-Podobała się zmiana zasad? – Zapytał nagle.
avatar
Ferris
Finn

Skąd : Z północy
Join date : 03/05/2013
Liczba postów : 25

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wrzosowa Łąka

Pisanie by Hibernia on Nie Maj 05, 2013 12:20 pm

- Czyżby? Bo jak dla mnie sprawa jest całkowicie klarowna! - Zawtórował mu wesołym śmiechem. Właśnie to robili, przekomarzali się. Nie wiedział o tym, że jego towarzysz niemalże został zabity przez swoich towarzyszy broni.
Ale to uznałby za naprawdę niehonorowe.
Przecież to było dobre. Zapewne kilka łyków wina pomoże pozbyć się tego stanu. Bo to pewnie będzie niezbędne. I w zasadzie miał takie wrażenie. Może zatem będzie okazja jeszcze pośpiewać zanim przyjdzie się rozstać.
Też tak uważał i ktoś mądrzejszy od nich zapewne powiedziałby, że tak dziecięce zabawy nie przystoją wojownikom. Nie było to nic złego, bo takie walki to dyscyplina wielce kontaktowa. Tutaj jak dotąd nie było mowy o nieprzyjemnej interakcji. Oczywiście, ciężko czasem z nią walczyć.
Mogła trwać dłużej, ale też poniekąd to zrobił z własnej woli. A to oznaczało, że jeszcze będą mogli zacząć ponownie ten przyjemny sparing.
Został tym w jakimś stopniu zaskoczony, chociaż to nie było nic dziwnego, że jego towarzysz nad nim na chwilę zawisł. On widząc to zdziwienie i jak złotowłosy się w niego wpatruje, ponownie ozdobił swoje oblicze tą charakterystyczną bliżej nieokreśloną miną. Choć też otworzył szerzej swoje ślepia.
O wiele lepiej. Kiedy on patrzył na to niebo, na te obłoki także pojawił się swoisty spokój.
- Tak. Nie bawiłem się tak... od dziecięcia, kiedy jeszcze mój ojciec żył i kiedy trafiłem pod opiekę osady. Ale to nie zmienia faktu, że... Cię pokonałem, Ferris i pozwoliłem Ci na to ostatnie - Odwrócił nieco głowę, by również spojrzeć na tego wojownika. Może ten teraz na niego nie spojrzy dziwnie, że wspomniał o tym, że tak się nie bawił od czasów dziecięcia. Bo teraz nie był dzieckiem, a mężczyzną.
avatar
Hibernia
Ionhar

Skąd : Irlandia
Join date : 07/03/2013
Liczba postów : 185

Zobacz profil autora http://hibernia.forumpl.net

Powrót do góry Go down

Re: Wrzosowa Łąka

Pisanie by Ferris on Nie Maj 05, 2013 12:41 pm

Nic na to nie odpowiedział jedynie zaczął się głośno śmiać. Jak tak dalej pójdzie to, przez następnych kilka dni będzie się śmiać z byle czego. Nie można jednak powiedzie by to było dobre. Zwłaszcza, że teoretycznie pracował, jako poważny kowal, a śmiech może nieco przeszkodzić mu w pracy. Na razie jednak nie zamierzał się tym przejmować. Właściwie to niczym się nie przejmował, bo na tę chwilę liczyła się tylko zabawa. Planowanie następnego ruchu czy też ruchów. Strategia i taktyka, która niestety przez zmianę zasad gry została trochę okrojona, ale i tak była bardzo wesoła.
Wszystko to było takie przyjemne i proste. Można by nawet powiedzieć, że bezbolesne, bo w takim momencie nie myślało się o niczym ważnym. No może poza tym jak przewrócić przeciwnika. Teraz jednak, kiedy Ferrisowi się to udało jego myśli wcale się nie zmieniły. Lubił wygrywać jak chyba każdy, ale teraz mieli remis i wypadałoby coś z tym zrobić. Na razie jednak było mu za dobrze, by coś zmieniać.
Zaczął się śmiać widząc tą głupią minę a raczej bliżej nieokreśloną minę Breana. On naprawdę nie miał nic lepszego do roboty? Musiał posyłać takie dziwaczne grymasy, od których Finnowi chciało się śmiać? Było strasznie spokojnie. A też Ferris wpatrywał się w swojego towarzysza, kiedy ten mówił.
W jednej chwili dosłownie Szkot zgasł. Wcześniej jego spojrzenie było jasne i przejrzyste jak górski potok, jak szafiry czy chociażby niebo w słoneczny dzień, na ustach gościł uśmiech. Tak teraz został on zastąpiony powagą czy nawet smutkiem. Oczy Ferrisa stały się ciemniejsze, z górskiego potoku zrobiła się głębia oceanu, z szafiry straciły na szlachetności stając się azurytami, zaś czyste niebo zostało zasnute ciężkimi burzowymi chmurami. Blondyn wycofał się, wstał też szybko i w jakimś stopniu zignorował to, co mówił Brean.
Podniósł z ziemi swój miecz i podszedł do swoich ubrań by schować go do pozostawionej tam pochwy. Wziął też swój ciężki płaszcz z barwionej wełny i narzucił go na swoje ramiona. Zrobiło mu się nagle zimno, ale to nie był chłód, przed którym mógł go chronić ten czy jakikolwiek inny płaszcz. Słowa myśliwego przypomniały mu o młodszym bracie, z którym to też się zawsze tak siłował a który to spadł ze skarpy. Później oczywiście były inne dzieci, ale żadnego z nich nie zapamiętał. Tylko małego Carr. Próbował zdusić w sobie te wspomnienia, częściowo nawet mu się udało. Dlatego właśnie obejrzał się na zapewne mocno zaskoczonego Breana.
-Przepraszam za moje zachowanie – westchnął.
avatar
Ferris
Finn

Skąd : Z północy
Join date : 03/05/2013
Liczba postów : 25

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wrzosowa Łąka

Pisanie by Hibernia on Nie Maj 05, 2013 2:23 pm

A czy śmianie się z byle czego to coś złego? Skądże znowu. Jak popracuje trochę w tej swojej kuźni to pewnie spoważnieje i się na niej skupi. A na razie też nie pracował, więc naprawdę nie ma się czym przejmować. Może zatem będzie mieć więcej okazji do zabawy, ale także do doskonalenia swoich umiejętności.
Takie tutaj też poniekąd było życie, proste… a przynajmniej mogło się tak wydawać. Bo na razie los i bogowie byli dla nich łaskawi. To też kiedyś przestanie być ważne. Oczywiście, wygrywanie jest tą swoistą przyjemnością i daje naprawdę sporo satysfakcji.
Wręcz się spodziewał takiej reakcji, bo za pierwszym razem też się z niego śmiał. Obecnie nie miał nic lepszego do roboty i nie zanosiło się, by to się miało zmienić. Przyzwyczaił się już w jakimś stopniu, że bawił ludzi i to w tym przypadku strzelał mniej lub bardziej głupie miny. Nie przeszkadzało mu to.
Ale jednak coś się zmieniło i to widział podczas tej krótkiej chwili, kiedy spoglądał na swojego towarzysza. A powaga wymalowana na twarzy człowieka, którego może w przyszłości uznawać za swojego brata była wręcz… niepokojąca. Tak, budziła niepokój. Zwłaszcza, kiedy też pojawił się ten smutek. I jeszcze to chmurne spojrzenie, które sprawiło się poczuł się stosunkowo nieswojo. Nawet niebo było jaśniejsze. Nie rozumiał tego, a jednak nic nie mówił. Ułożył za to głowę na rękach.
Jednak zdziwiło go to, że jego towarzysz się nagle podnosi. Wcale by się nie zdziwił, gdyby chciał odejść. Bo wszystko musi się kiedyś skończyć. A jednak nie wiedział o tym, nawet nie rozumiał coś się stało i sam nawet nie wiedział, że był tego poniekąd sprawcą. A już na pewno nie chciał przypominać tak bolesnych rzeczy. Właśnie tak.
- Bracie, cóż zatem za troska zaprząta Twoją głowę, zwłaszcza, że przepraszasz? - I stało się, nazwał go w ten sposób także podnosząc się do siadu. Skrzyżował ponownie nogi i się nieznacznie uśmiechnął, wygrzebując także z ciemnych włosów źdźbła trawy. Choć nie musiał mu o tym mówić teraz albo nawet w ogóle. Pora też powoli pomyśleć o tym ognisku albo nawet o zmianie miejsca.
avatar
Hibernia
Ionhar

Skąd : Irlandia
Join date : 07/03/2013
Liczba postów : 185

Zobacz profil autora http://hibernia.forumpl.net

Powrót do góry Go down

Re: Wrzosowa Łąka

Pisanie by Ferris on Nie Maj 05, 2013 2:41 pm

Nawet bardzo wiele się zmieniło w ciągu tej chwili. Wydawać by się to mogło prawie niemożliwe, a jednak przez głowę Ferrisa przeleciały wspomnienia. Części z nich nie powinien nawet pamiętać, bo przecież był małym dzieckiem, ale mimo wszystko. One były, bowiem nic nie znika bezpowrotnie czasami po prostu się gubi. Tak właśnie jest z wspomnieniami. Niektórzy też nieco pomagają tym wydarzeniom się zawieruszyć i tak też zrobił Finn. Niestety one powróciły jak bumerang.
Nie wiedział, że swoim zachowaniem niepokoił nowego znajomego. Znaczy domyślał się, że do czegoś takiego mogło dojść. Niestety nie miało to większego znaczenia na tą chwilę. Zbyt był pochłonięty swoimi myślami, wspomnieniami by skupić się na Breanie, który zapewne biedny nie wiedział, co się działo.
Zbliżył się, chociaż sam sobie w jakimś stopniu obiecywał tego nie robić. Mógł poznawać ludzi, ale nawiązywanie przyjaźni było zdecydowanie złym pomysłem. Jego przyjaciele zginęli na wojnach, które on toczył. Jego żona została zamordowana przez jego upór podobnie jak synowie. Własnego brata mniej lub bardziej świadomie skazał na śmierć karmiąc go kłamstwami o wróżkach i dobrych duchach. Rodzice nigdy mu tego nie wybaczyli, twierdzili inaczej, ale on doskonale wiedział jak bolała strata tego maleństwa.
Znieruchomiał, zamarł i to dosłownie. Nie był w stanie wziąć nawet oddechu tak bardzo zaskoczyły a także zaniepokoiły go słowa Breana. Chwilę po prostu stał nie odpowiadając ani nie reagując. W końcu jednak skupił swoje burzowe spojrzenie na tym mężczyźnie. Wojowniku i myśliwym. Dziecku tego łagodnego świata.
-Proszę, nie nazywaj mnie bratem. Jak już mówiłem, sprowadzam nieszczęście i pecha na każdą bliską mi osobę. Nie chcę by coś ci się stało – z trudem, ale przeszło mu to przez gardło. Nie chciał mieć na sumieniu tego mężczyzny. Nie chciał mieć nikogo więcej na sumieniu. Chciał po prostu w końcu uciec od wspomnień, od bólu i zmęczenia, ale nie umiał. Zawsze go znajdowały i zawsze będą go znajdować, nie ważne gdzie zawędruje. Podobnie jak pech i śmierć.
avatar
Ferris
Finn

Skąd : Z północy
Join date : 03/05/2013
Liczba postów : 25

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wrzosowa Łąka

Pisanie by Hibernia on Nie Maj 05, 2013 4:01 pm

To chyba było naprawdę nieuniknione. Wspomnienia mają to do siebie, że wracają w najmniej spodziewanym momencie. A jednak są naprawdę ważne, nikt ich nie może też odebrać. Akurat za to teraz może tylko go obwinić i to byłoby nawet naturalne.
Zwykle jeśli ludzie są radośni, a potem ich radość znika to coś jest na rzeczy. Ale cóż on mógł o tym wiedzieć? Jest prostym człowiekiem, jak tylko można sobie wyobrazić. Zresztą prostota, jaką się charakteryzował była wręcz zbyt dobrze widoczna, zapewne też zadziwiająca. Tak jak wręcz dziecięcia wiara w bogów, w dobry los albo nawet i łatwowierność.
On ten lud traktował jak rodzinę i on nią był, choć rzadko zachodził do osady. Ale czasem się pokazywał, przynosząc im to, co upolował albo sam przyprowadzał siebie, by pokazać właśnie, że żyje. Nie da się nie zawiązywał przyjaźni. Kiedyś sojusznicy mogą być naprawdę potrzebni. Lepszej śmierci jego przyjaciele nie mogli mieć. Jednak to nie dotyczy kobiet i dzieci. Nie były to kłamstwa, ale czy o tym wiedział?
Nawet się nie spodziewał wywołać u swojego towarzysza taką reakcję. Nie widział w tym nic zaskakującego, niepokojącego. Dopiero była taka postawa tego złotowłosego kowala, jak i wojownika. Czuł się też wciąż nieswojo czując takie burzowe spojrzenie na sobie. Zwykle to jego spojrzenie było wręcz łagodne. Ten świat jednak nie był taki łagodny, bezpieczny jak się mogło wydawać. Wciąż skrywał wiele tajemnic, dziwów jak i cudów. Cudów, których oni jeszcze nie odkryli.
Wysłuchał tego mężczyzny, także nieznacznie marszcząc czoło. Uśmiech również ustąpił powadze, która także była widoczna w jego ciemnobrązowych ślepiach.
- Zatem, jeśli nie uznajesz tego… nie będę. Nie wierzę w to, że ktoś może sprowadzić na mnie nieszczęście poza mną i bogami. Jeśli przyszło mi zginąć walcząc ramię w ramię z tak znamienitym wojownikiem, byłbym z tego naprawdę dumny – To wymagało dłuższej chwili namysłu, odpowiednio sformułowania jak i łagodnego tonu głosu. Ale też powagi, by podkreślić, że wcale tym razem nie żartuje. I na pewno tym bardziej przerazi swojego towarzysza, którego odważył się nazwać bratem. I to całkiem zasłużenie.
Podniósł się z murawy, by przejść po swój miecz. Ujął pewnie jego rękojeść, by potem ukryć to ostrze w pochwie. Usiadł ponownie przy swoich rzeczach, opatulając się ponownie płaszczem.
Przyciągnął zatem do siebie sznur z upolowanym ptactwem, odplątując od niego dwie kuropatwy. Cicho westchnął. Trochę zajmie zanim będą zdatne do do spożycia. Nie była to też przyjemna robota, choć skubanie ptactwa było tą znacznie przyjemniejszą wersją przygotowań do posiłku. Zaczął także cicho nucić spokojną melodię, by sobie uprzyjemnić tą czynność. Choć to bardziej na tą melodię składało się pomrukiwanie. Co jeszcze brzmiało ciekawiej poprzez to, że sam się nabawił lekkiej chrypki.
avatar
Hibernia
Ionhar

Skąd : Irlandia
Join date : 07/03/2013
Liczba postów : 185

Zobacz profil autora http://hibernia.forumpl.net

Powrót do góry Go down

Re: Wrzosowa Łąka

Pisanie by Ferris on Nie Maj 05, 2013 4:36 pm

Również nie chciał tak oddziaływać na tego mężczyznę, ale jak widać było to nieuniknione. Ale na pewno nie chciał go straszyć, chociaż była to jedna z metod odsuwania od siebie ludzi. Im są dalej tym są zdecydowanie bezpieczniejsi. Nie chciał też brać odpowiedzialności, już nigdy za nikogo. Ale jak widać nie dało się tak żyć.
Chyba nie do końca się zrozumieli. Uważnie, dlatego obserwował i słuchał tego mężczyzny by potem dojść do wniosku, że tak właśnie się stało. Jęknął ochryple i uderzył się dłonią w czoło. Czemu ludziom tak trudno było cokolwiek wytłumaczyć? I czemu Brean tak ślepo wierzył w bogów? Ferris wierzył, że istnieje coś takiego jak przeznaczenie, jednak przeznaczenie się nie może wypełnić, jeśli nie będzie temu sprzyjał los. Niektórzy powiedzą, że to bzdura, ale było to zdecydowanie lepsze od wiary w bogów i oddawanie wszystkiego w ich ręce. Czuł, że to, co się działo było mu przeznaczone, miało go wzmocnić albo osłabić nie wiedział jednak, dlaczego tak się działo. Miał jednak nadzieje, że prędzej czy później ta męka się skończy. Chciał się otworzyć. Na Duchy jak bardzo chciał się na kogoś otworzyć, pozwolić komuś się zbliżyć. A jednocześnie wiedział jak to się skończy. Tak jak zawsze, śmiercią, płaczem i czyjąś zemstą.
-Nie, że nie uznaję. To dla mnie wielki zaszczyt zostać przez kogoś nazwanym bratem, a jednak to też… boli. Jeśli dalej się będziesz mnie trzymał, to się przekonasz, że jednak może. Bogami? Jakimi bogami? Nie ma bogów, jest tylko przeznaczenie i duchy – odpowiedział mówiąc częściowo w gniewie. Nie rozumiał tego wszystkiego, co gorsza to naprawdę bolało. Fakt i świadomość tego, że on go uważał za kogoś naprawdę wartościowego. Znaczy, wojownikiem był rzeczywiście wartościowym, ale nic poza tym. Umiał rozlewać krew, ale nie umiał dawać przebaczenia. Nikomu, nawet sobie.
-Problem w tym że to rzadko kiedy jest śmierć przez honorową walkę – dodał ciszej, przeczesując palcami swoje jasne włosy. Zaczesał do tyłu splątane i zagubione kosmyki.
Westchnął ciężko i potem po prostu obserwował myśliwego. Zacisnął zęby na swojej dolnej wardze i przez chwilę się nad tym wszystkim zastanawiał. Delikatnie się uśmiechnął słysząc tą spokojną melodię i widząc jak chłopak się męczy z tym ptactwem.
-Pomóc ci? – Zapytał cicho.
avatar
Ferris
Finn

Skąd : Z północy
Join date : 03/05/2013
Liczba postów : 25

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wrzosowa Łąka

Pisanie by Hibernia on Nie Maj 05, 2013 5:49 pm

Nie zwykł się ludziom naprzykrzać, więc tak i tym razem będzie jeśli zaistnieje taka potrzeba. I na pewno nie oczekiwał, by ktoś za niego już brał odpowiedzialność.
Bardzo się nie zrozumieli, ale cóż poradzić? Nie ubolewał nad tym jakoś szczególnie. Ale czy zatem był sens samemu przysparzać sobie dodatkowego bólu? Może on należał do ludzi, którzy się muszą sami sparzyć? Bez wiary byłby niczym, a ona odpowiednio wykorzystana dodawała mu sił. A on wierzył, że bogowie kierują ich losami w mniejszym bądź większym stopniu i nie było to nic złego. Choć bogowie mogą uchodzić za istotę równoznaczną z losem czy przeznaczeniem. On by w tym przypadku powiedział, że to wola bogów, której i tak do końca nie było dane mu poznać. Chyba, że by zaszedł do druida po wiedzę.
Widać ma słuszność, by tego nie robić i tyle w tej kwestii można powiedzieć. Z jego strony nie było już nikogo, kto mógłby myśleć o zemście.
- Niekoniecznie zatem to pojmuje a jednak widać, że masz w tym słuszność. Rzekłbym, że pozostanie mi się o tym przekonać… ale widać, że naprawdę masz słuszność. Tak. Dagda, Dobry Bóg albo zwany też jest Dobrą Ręką. Czy też Ruaidh Rofhessa. Babd, pani wojny i … chociażby Manannan MacLir. Nie wiem, dlaczego wypowiadasz takie słowa, skoro to bogowie kierują naszym losem – U niego nie pojawił się gniew, a jednak tylko jego spojrzenie zyskało na ostrości albo nawet pojawił się tam ogień, kiedy też odparł ten swoisty zarzut. I jak wcześniej był miły, tak pojawiły się w jego głębokim głosie ostrzegawcze tony albo nawet chłód. Nie było tutaj nic do rozumienia. Do zaakceptowania owszem, ale nie do rozumienia. Dla wrogów, oszustów nie należy okazywać przebaczenia.
- Tak też czasem musi być, to tylko wola bóstw – Odpowiedział krótko, choć jego ton głosu nie uległ jakieś szczególnej zmianie. Atmosfera zabawy nie miała wrócić, jak widać. Co więcej, zginęła bezpowrotnie zabita przez powagę, bolesne wspomnienia jak i urazę, którą trudno było znieść. Ta spokojna melodia miała mu pomóc odzyskać spokój ducha, którym zwykle się wykazywał. Nie byłoby rozsądne, gdyby dał się sprowokować. Tak samo jak to zajmowanie się ptactwem.
- Tak - Wymruczał, odrzucając od siebie też pewną porcję ptasich piór.
avatar
Hibernia
Ionhar

Skąd : Irlandia
Join date : 07/03/2013
Liczba postów : 185

Zobacz profil autora http://hibernia.forumpl.net

Powrót do góry Go down

Re: Wrzosowa Łąka

Pisanie by Ferris on Nie Maj 05, 2013 6:25 pm

Pokiwał głową jakby przytakiwał, że jego towarzysz niekoniecznie pojmuje, co się dzieje albo, o co chodzi. Miał w tym całkiem sporo słuszności a nawet nico doświadczenia, na którym ktoś się zdecydowanie mógł wesprzeć. Swoją drogą cóż za ironia losu, kiedy miał możliwość dołączyć do swojej zmarłej rodziny, po prostu wybił swych oprawców w pień. Później również nie dał się zabić. Za każdym razem walczył o swoje życie a potem sam siebie przeklinał za głupotę. Nie umiał jednak odejść bez walki a jak na razie nie trafił się nikt, kto byłby w stanie go pokonać. Co już w ogóle było mało śmieszną ironią losu.
Kiedy Brean zaczął wymieniać jakieś imiona ten spojrzał na niego nieco dziwnie. Nie znał tych imion, może jedno albo dwa zasłyszał podczas podróży, ale nigdy głębiej się nie zastanawiał nad tym kto to.
-Nikt nie kieruje naszym losem. Sami dążymy do jego wypełnienia – powiedział po chwili. Oczywiście trochę mu to zajęło, bo najpierw musiał się przestać dziwić a to też było nie lada wyzwaniem. Nieco zaskoczył go ten ogień, który widział w spojrzeniu swojego towarzysza. Oj tak, nie ma to jak na dzień dobry podpaść myśliwemu. W sumie to już tradycja, że komuś podpada.
-Raczej nieszczęśliwy los –podsumował. Oliwa do ognia została dolana, całkiem przypadkiem, ale właśnie za to głównie Ferris cierpiał. Był wojownikiem, nie myślicielem. Nigdy się specjalnie nie zastanawiał nad tym, co mówił, należał też do porywczych osób.
Usiadł koło Breana i zsunął z ramion płaszcz. Wziął drugiego upolowanego ptaka i w spokoju zaczął go skubać z pierzy. Zajęcie to wydawało mu się zabawne a jednocześnie troszeczkę nudne. Przypomniał sobie jeden z mitów, które opowiadali starsi z jego klanu. Chwilę się nad tym wszystkim zastanawiał, ale ostatecznie doszedł do wniosku, że takie siedzenie w ciszy nie jest dobre.
-U mnie na północy opowiadało się taką legendę o leśnym olbrzymie – zaczął spokojnie i delikatnie uśmiechnął się do swojego towarzysza. –We wschodniej części mojego kraju rośnie wielki las. Tam też leży ogromny i potężny zwalony dąb. Mówi się, że kiedy jeszcze stał to sięgał do samego nieba – wyjaśnił spokojnie wciąż skubiąc ptaka. Na moment się zatrzymał, całkiem jakby zbierał myśli.
-Dawno temu, kiedy ten dąb jeszcze stał, w lesie mieszkał olbrzym. Był to potężny i bardzo marudny olbrzym. Nie lubił, kiedy obcy wchodzili na jego ziemię, a jeszcze bardziej nie lubił, kiedy inne ludy najeżdżały jego kraj. Pewnego razu chcąc przepędzić najeźdźców wyrwał ów potężny dąb. Niestety przecenił swoje siły. Drzewo było tak wielkie i potężne, że przewaliło się na nieostrożnego olbrzyma zabijając go. Na szczęście najeźdźców przepędzili wojownicy, a ich rodziny po dziś dzień biorą drewno z tego zwalonego dębu – nie była to długa opowieść, ale w jakimś stopniu wydawała się ciekawa Ferrisowi.
avatar
Ferris
Finn

Skąd : Z północy
Join date : 03/05/2013
Liczba postów : 25

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wrzosowa Łąka

Pisanie by Hibernia on Nie Maj 05, 2013 7:23 pm

Nie było to dobre, ale tak jest jak się spotyka z nowym światem albo z kimś bardziej doświadczonym, a tylko się o tym poniekąd nie wie.
Zatem sobie ceni bardziej życie niż śmierć, choć może z tego sobie nie zdawał sprawy. A może jednak sobie z tego zdawał sprawę, skoro walczył i się za to przeklinał. To chyba jedna z przywar wojowników, bowiem Ci rzadko potrafią żyć bez walk.
Nie rozumiał tego mniej lub bardziej dziwnego czy też zdziwionego spojrzenia. Może kiedyś pozna je wszystkie albo nie pozna wcale.
Uniósł nieznacznie jedną z brwi i też cicho prychnął, bo też z takim myśleniem się nie spotkał dotąd. Kwestie wiary to jak widać drażliwy temat w tej osadzie albo w przypadku niektórych osób.
A jednak nie podpadł mu tak bardzo jakby się mogło wydawać.
Nic już na to nie odpowiedział, bowiem zdał sobie sprawę iż ta dyskusja jest wręcz bezcelowa.
A jedynie bardziej by pogorszyła tą sytuację. Dobyć miecza jednak nie zamierzał, by bronić swojej racji. Zwłaszcza, jeśli wcześniej pozwolił sobie nazwać swego towarzysza bratem.
Jeśli jest porywczy, jedynie powinien pohamować swój język wśród innych, a zwłaszcza kapłanów. Tych to każdy powinien się obawiać i czuć trwogę.
Było to zajęcie nudne, a jednak niezbędne. Dla niego, myśliwego była to wręcz codzienność.
Zwłaszcza teraz, kiedy pojawiły się pewne nieścisłości.
- Tutaj też często opowiadamy legendy, zwłaszcza przy ognisku. Chyba, że… śpiewamy pieśni – Oderwał swoje ciemno brązowe spojrzenie od ptaka na którym chyba pragnął również wyładować swoją złość. Ono spoczęło na blondynie i się nieznacznie uśmiechnął. Na szczęście też nie potrafił nosić długo urazy. Kiedy jego towarzysz snuł swą opowieść, słuchał wyjątkowo chętnie i jakoś szybciej oprawiało mu się zwierzynę.
Kiedy jednak ten skończyć, uśmiechnął się nieco szerzej i cicho również westchnął. – My też tutaj mamy dęby, ale uznajemy je za święte. Tak jak ostrokrzew czy cis. Albo jemioła. Jak i całe gaje, które uznajemy za święte. Nemetony, tak druidzi często je nazywają. Mity również swoje posiadamy. Naprawdę… piękna opowieść – Opowiedział trochę o tym, co dotyczyło drzew… choć może nie było to istotne albo nie było nawet ciekawe. Ale opowieściami wojownika był naprawdę zafascynowany. Tak często robił z innymi wojakami. Może coś Ferris jeszcze opowie. Choć i tak myślał nad tym, czy warto coś przytoczyć czy jednak nie i ograniczyć się tylko do słuchania. A byli coraz bliżej przyrządzenia posiłku. Zmieniający się kolor nieba świadczył także o zmianie pory dnia, zrobiło się też nieco chłodniej. Ale na deszcz się nie zanosiło.
avatar
Hibernia
Ionhar

Skąd : Irlandia
Join date : 07/03/2013
Liczba postów : 185

Zobacz profil autora http://hibernia.forumpl.net

Powrót do góry Go down

Re: Wrzosowa Łąka

Pisanie by Ferris on Nie Maj 05, 2013 7:55 pm

Nie spodziewał się takiej reakcji, chociaż ta go bardziej rozbawiła niż rzeczywiście zaniepokoiła. Podczas podróży spotkał się z różnymi wierzeniami, chociaż też żadnemu z nich się bliżej nie przyglądał. Nie potrzebował tego, miał swoją wiarę i jej się trzymał. Nie zamierzał się licytować, która wiara jest lepsza albo bardziej prawdziwa. Choć nieco go bawiła ta w bogów. Bogowie i co jeszcze? Może od razu samo jeżdżące wozy?
Sam również podarował sobie dalsze komentarze związane z wiarą. Nie było w sumie potrzeby o tym mówić. Zwłaszcza, że już sobie wytłumaczyli, że niekoniecznie się w pewnych kwestiach zgadzają. A przynajmniej nie zgadzali się w kwestii tego, co kieruje życiem.
-Pewne rzeczy się nie zmieniają – niewiele brakowało by się zaśmiał.
Przyjemna była świadomość, że nawet, jeśli dwie kultury dzielą tysiące mil, pewne rzeczy się nie zmieniają. Pokazywało to także, że aż tak strasznie się od siebie nie różnili. Było to bardzo pocieszające. Uśmiechnął się delikatnie, kiedy ciemnowłosy na niego spojrzał. Opowiadając skubał ptaka tak by dało się go upiec a potem zjeść.
Słuchał uważnie o tych drzewach i nieco się zdziwił faktem, iż oni większość uważają za święte. U nich te nieliczne lasy, które były rzadko, kiedy były uważane za święte. Nie zmieniało to jednak faktu, iż większość drzew miało swoją historię tak jak ten zwalony pień. Choć na prawdziwe legendy zasługiwały tylko wyjątkowe osobniki, tak jak właśnie ten potężny dąb, który zapewne ugiął się siłą żywiołów.
-U nas są święte kamienie, ale tego materiału jest też u nas pod dostatkiem. W przeciwieństwie do drzew. W zachodniej części jest formacja zwana Mostem Olbrzyma. Swoją drogą dużo u nas też żyło olbrzymów. Legendy głoszą, że dawno temu była para olbrzymów. On i ona, byli w sobie zakochani, ale niestety zostali od siebie odcięci. Ona była uwięziona na wyspie on zaś tutaj, na stałym lądzie. Chcieli się jednak spotkać i dlatego budowali most, by po nim przejść i być razem – nie koniecznie chciał zaczynać kolejną opowieść, ale skoro się nadarzała okazja to, czemu by nie? Właśnie nie mógł sobie odmówić.
-Pech chciał że pewnego dnia pan olbrzym podczas rzucania kamieni do morza, by wybudować ten właśnie most zrzucił sobie jeden z ciężkich głazów na nogę. Ból był tak wielki, że wściekły olbrzym cisnął podniesiony kamulcem przez morze. Niestety użył zbyt wiele siły i trafił w swoją ukochaną. Usłyszał jej agonalny krzyk i sam z rozpaczy rzucił się w morskie odmęty. Ich praca nigdy nie została dokończona – zakończył tę smutną a jednocześnie nieco śmieszną – jego zdaniem – historię. Przy okazji skończył też skubać ptaka, którego teraz ułożył na ziemi obok siebie. Zaczął za to walczyć z piórami które czepiały się jego ubrań.
avatar
Ferris
Finn

Skąd : Z północy
Join date : 03/05/2013
Liczba postów : 25

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wrzosowa Łąka

Pisanie by Hibernia on Nie Maj 05, 2013 9:01 pm

Znowu go bawi, o ironio losu. On w sumie był ciekawy innych kultur, choć tak naprawdę rzadko ich przedstawicieli widział. Bogowie, a takze bajeczne faerie oraz banshee wraz z selkiami i kelpiami.
Ale wtedy zapewne zostałby wyśmiany. Można by powiedzieć, że jeśli byłaby taka wola bóstw, zapewne by się pojawiły.
To, że nie będą poruszać tej kwestii wiary nie tworzyć takich sytuacji, jak się niedawno zdarzyły.
- Pewne tak, niektórzy z nas cenią sobie stałość - Ponownie w jakimś stopniu wracała mu wesołość.
Bardzo to przyjemna świadomość, że pomimo tych różnic jednak równie dobrze mogliby być jednym narodem. Po burzy zawsze wychodzi słońce i tak było i tym razem.
Skoro tutaj mieszka i dotąd nie zamierza ich opuszczać, powinien choć w czystej teorii poznać ich wierzenia. Ich wierzenia też miały podłoże w mitach, ale też nie tylko.
- Jeśli szukasz kamieni, to znajdziesz Magh Slécht na Wzgórzu Druidów. Zatem też ich tutaj nie brakuje. Mosta Olbrzyma... Mhm. Ja słyszałem wzmianki o dwóch olbrzymach, ale te pewnie żyją w górach i słuch dotąd o nich zaginął... a może wtedy byłem zbyt młody - Dopowiedział coś od siebie, jednak potem nastawił się na słuchanie. Bo to dopiero było ciekawe, wręcz nieprawdopodobne.
Choć to była opowieść bardziej dla małych dziewczynek i dla nich, jeśli by spojrzeć na inne rzeczy.
Kiedy jednak o tym słuchał, że jeden z olbrzymów nieumyślnie zabił swoją ukochaną a potem do niej dołączył, skacząc w morską toń. Była smutna, ale było coś w niej... pociesznego.
Zatem oba ptaki były gotowe do dalszego przygotowania i w końcu upieczenia nad ogniskiem. Zaśmiał się weselej, widząc jak jego towarzysz stara się doczyścić z piór. I co gorsza, to tak go bawiło... że sam obsypał swojego towarzysza resztką piór. Co jeszcze zabawniejsze, sam te pióra miał nawet w ciemnych włosach.
Niebawem też przygotowali razem ognisko, a kiedy wesoło ogień trzaskał i miotał iskry, trzymał nad ogniem jeden z patyków z nabitym na niego mięsiwem. I to też radził Ferrisowi. Bliskość ognia także sprawiała, że można było się ogrzać.
- Pozwól, że też coś opowiem. Opowiadała mi to jedna z kobiet na dobranoc. Również to będzie historia o miłości. Foczy Lord podczas przeprawy przez morską toń ujrzał najpiękniejszą dziewkę na świecie. Ta kąpała się w morskiej toni wśród łagodnych skał. Ujrzał ją, kiedy jej ojciec wzywał ją do siebie. Ów pan porzucił swą foczą skórę i przybył błagać rybaka o rękę jej córki... - Zaczął płynnie, jakby często opowiadał tą i każdą inną historię. Głos jego przy wesołym trzaskaniu ognia brzmiał naprawdę przyjemnie. - Rzekł także do niej, że przybył z oceanu, z morza i nie wróci tam, jeśli nie podąży za nim. Odrzekła mu, że również kocha go od dawna... jednak nie pójdzie za nim, bowiem wtedy by zginęła. Obiecał jej, swojej pani iż zostanie z nią na brzegu przez jedną noc nawet jeśli to go pozbawi życia. Nie mogła tego znieść, że jej kochanek straciłby życie na jej oczach. Razem udali się do kobiety obdarzonej mądrością, by pomogła im być razem. Nie mogła im pomóc, jednak jej matka miała zakopany foczy płaszcz. Ukryła go pod elfim dębem. Przed wybiciem północy ona przywdziała ten płaszcz i zniknęła z ukochanym w morskiej toni. Została baśniową narzeczoną dla Selkie - Czasem patrzył wprost na ogień, którego płomienie odbijały się w jego ciemnobrązowych oczach, czasem też na mięsiwo oraz na swojego towarzysza.
avatar
Hibernia
Ionhar

Skąd : Irlandia
Join date : 07/03/2013
Liczba postów : 185

Zobacz profil autora http://hibernia.forumpl.net

Powrót do góry Go down

Re: Wrzosowa Łąka

Pisanie by Ferris on Nie Maj 05, 2013 9:26 pm

-To pewne – odpowiedział i tym razem rzeczywiście się uśmiechnął.
Uniósł brwi w momencie jak usłyszał o tych kamieniach. Nieco był tym zdziwiony, chociaż spodziewał się w jakimś stopniu, że będzie musiał łazić po jakichś świętych gajach. Nie bardzo mu się to też uśmiechało, bowiem pewnie roiło się w nich od ogników. A te paskudy nie tylko polepszały cudzy los, ale bardzo często prowadziły do jego pogorszenia.
-Wiele ich żyje w górach – przyznał spokojnie rację.
Czasami mówiło się, że podczas groźnych i potężnych burz olbrzymy rzucały się skałami i kamieniami. O tym jednak na razie nie zamierzał wspominać. Zwłaszcza, że tego nigdy nie potwierdzono. A też nikt nie był takim samobójcą by podczas tak koszmarnych ulew wychodzić na dwór. Czasami rzeczywiście zdarzało się, że dało się słyszeć jak skały uderzają o góry. Widać było jak są miotane przez coś z wielką siłą i szybkością. To raczej logiczne, że w tych momentach myślano o olbrzymach.
Nie spodziewał się tego, że przybędzie mu nieco piór. Co gorsza nie miał w planach odlatywać ani na zachód ani na wschód. Parsknął na pióro, które wylądowało na jego nosie a potem zaczął się znów wesoło śmiać. Jak to się działo, że Brean już drugi raz w ciągu dosłownie kilku minut go rozśmieszył? Potem próbował się tego czepliwego cholerstwa pozbyć ze swoich włosów, przy okazji rzucając tym w swego towarzysza.
Nie ma to jak gotowanie nad ogniem. Chętnie skorzystał z tej dobrej rady i również chwilę później smażył to mięso nad ogniem.
Jego uwaga jednak bardzo szybko skupiła się na myśliwym. Z wielką uwagą słuchał tego, co miał do opowiedzenia. I śmiało można powiedzieć, że ta legenda mu się nawet podobała. Dlatego może w pewnym momencie usiadł wygodniej by móc obserwować mówcę. Uniósł brwi słysząc o tym zdjęciu foczego płaszcza. Był człowiekiem z gór nie wiedział, że foki umiały zdejmować swoje skóry. Może, dlatego reszty tej historii słuchał z fascynacją. Pod koniec tej historii skubał mięso ze swojego patyka i zjadał je powoli.
-Selkie… to foki? Widziałeś jakąś kiedyś? – Zapytał w końcu, kiedy opowieść dobiegła swego radosnego końca.
avatar
Ferris
Finn

Skąd : Z północy
Join date : 03/05/2013
Liczba postów : 25

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wrzosowa Łąka

Pisanie by Hibernia on Nie Maj 05, 2013 10:19 pm

Jeśli będzie chciał ujrzeć kamienne ołtarze na własne oczy, będzie musiał zawędrować do świętego gaju. Istniały gorsze istoty niż błędne ogniki, a szczęśliwy ten kto o tym nie wiedział jak dotąd.
Faerie były gorsze niż błędne ogniki.
Kiwnął głową na znak, że rozumie. W góry to się on nie zapuszczał jak dotąd. Były nieprzyjazne i niebezpieczne, a też nie miał w nich czego szukać.
A na pewno nie chciał spotkać olbrzyma albo olbrzymów. W oberżach mówiono, że je widziano. Tylko, że to traktował jako pijacie gadanie, co wydaje się jedynym rozsądnym wyjściem.
Ulewy sprawiały, że cała osada przeważnie zamierała i ludzie skrywali się we wnętrzu suchych domostw. Takie myślenie było jak najbardziej uzasadnione.
O to w tym właśnie chodziło, by się tego nie spodziewał. Nie wytrzymał widząc to, gdzie opadł ptasi pierz i nie tylko się wyszczerzył, pozwalając na pojawienie się delikatnych zmarszczek wokół jego ust... ale zaczął się naprawdę śmiać.
Bogowie raczą to wiedzieć. Udawał teraz wręcz oburzonego, kiedy znowu musiał strzepywać ptasi puch z okryć i włosów. Nawet zabawnie parskał.
Jest lepsze niż na surowo, to pewne.
Jeśli ktoś tak uważnie słuchał, o wiele lepiej i przyjemniej się opowiadało. Takie opowiastki były wręcz idealne na posiłek przy ognisku. Każdego przybysza z okolicznych krain czy z wielkiego świata to dziwiło. Może w jego krainie wszystko było inne. Taka fascynacja cieszyła niektórych, choć brakowało mu umiejętności bardów jak i ich zaangażowania. Sam odjął mięsiwo znad ognia i również je powoli skubał, by się posilić.
- I tak i nie. Nie, ale Ardal widział taką… mówił, że piękna. Opisywał ją jako nagą kobietę wyłaniającą się z foczego płaszcza. Cud, nie dziewica. Stała a na brzegu zatoki - Odrzekł racząc się kolejnym kęsem mięsa. Zaczął też snuć inną opowieść.
- Całość historii zaczęła się, kiedy młody książę Rodan ogłosił na pewnej wyspie zaślubiny z tajemniczą kobietą. Ta była tak piękna, że urodą przyćmiewała inne dziewki. Na wspomnianą wyspę udały się tłumy ludzi, by zobaczyć ten cud natury i uszczęśliwić zakochanego księcia... a może i głupca. Na tą wyspę też przybył pewien wojownik wraz z pewnym bardem. Powitał ich rybak, łowiący ryby na brzegu. Jego małżonka służyła u pana tej wyspy. Rzekł im, że wszyscy ludzie zniknęli... zostały tylko po nich łodzie, statki. Radził wracać. Zabrali nawet swe zwierzęta, te także zniknęły. Spotkali faerie na swej drodze, które obiecały im, że zaprowadzą je do swej pani. Tak się stało. Trafili na polanę, na której zastali jeszcze więcej shi oraz ich panią. Była to najpiękniejsza kobieta, jaką widziały ich oczy. Pełne soczyste usta, oczy niebieskie jak bezchmurne niebo i czarne włosy jak skrzydła kruka. Na jej skroniach spoczywał wianek z kwiatów. Miała też na sobie zwiewną suknię... zupełnie jak bogini. Wojownik także spytał, gdzie się podziali wszyscy goście księcia. Pożałował swej odpowiedzi, bowiem został zaprowadzony do groty. Ciemność zaczęła jaśnieć, by ukazać wszystkich gości pozbawionych życia. W końcu dowiedział się, dlaczego oni zostali pozbawieni życia. Zgubiło ich pożądanie. I wojownika też ono by zgubiło, gdyby nie jego silna wola... a może trwoga, jaką czuł w głębi duszy. Niewiele jednak brakowało, by uległ tej cudnej bogini... Jednak ta mu pozwoliła odejść. Powiedziała mu, że może kiedyś się jeszcze spotkają. Złożyła pocałunek na jego wargach i odeszła... A wraz z nią faerie - Pojawiła się w jego głosie prawdziwa nostalgia, jakaś bliżej nieokreślona tęsknota jak i smutek, kiedy dokończyć snuć swoją opowieść. Przymknął także na moment powieki. Nawet jak się nie otrząsnął z tego stanu, tak sięgnął po kolejny kawałek mięsa. Jednak teraz tylko wpatrywał się w płomienie. Dorzucił też drewna do ognia.
avatar
Hibernia
Ionhar

Skąd : Irlandia
Join date : 07/03/2013
Liczba postów : 185

Zobacz profil autora http://hibernia.forumpl.net

Powrót do góry Go down

Re: Wrzosowa Łąka

Pisanie by Ferris on Pon Maj 06, 2013 6:29 am

No i można śmiało powiedzieć, że niektórym bardzo dobrze tutaj wyszedł ten efekt zaskoczenia. Nie zmieniało to jednak faktu, iż pozbycie się tych piór nieco im zajmie. Było to czepliwe szkaradzieństwo, które ciężko było wyczepić z ubrań a co dopiero wyczesać z włosów. Chociaż było zdecydowanie mniej problematyczne niż taka na przykład żywica. Jedno było pewne, ciężko się było nie śmiać w takim momencie.
Owe oburzenie sprawiło, iż Ferris zaczął się jeszcze głośniej śmiać. Ciężko było zachować powagę w takim momencie. Choć kowal wciąż nie umiał wyjść z podziwu dla tego myśliwego. Tak szybko i bezbłędnie umiał go rozśmieszyć. Zastanawiać się nawet zaczął czy to nie jest jakiś dar od losu. Wolał jednak przyjąć nieco czarniejszy scenariusz by potem się nie rozczarować zbytnio.
Uniósł znów jedną z brwi. Nie koniecznie rozumiał jak coś, co było w połowie zwierzęciem mogło być piękne. Właściwie to nawet nieco ciężko mu było uwierzyć w istnienie tego stworzenia. Na razie jednak nie zadawał więcej pytań. Mimo wszystko nie chciał wyjść na jakiegoś ignoranta, chociaż już pewnie dostał przydomek prostaka albo kogoś w tym stylu.
Potem znów skupił się na opowieści swojego towarzysza. Właściwie to nie sądził, iż zrobi się tak przyjemnie, że po prostu zaczną sobie opowiadać mity, legendy a nawet własne przygody. Chociaż na razie Ferris nie był skłonny do aż takich… zwierzeń, czy też otwartości. Za to chętnie słuchał towarzysza.
Uważnie słuchał tego, co Brean mówił. Choć pewne rzeczy go nieco dziwiły, a nawet nieco bardzo. Zmarszczył brwi, kiedy usłyszał o znikających ludziach, trochę to było niepokojące. Słysząc zaś opis tej damy aż lekko się uśmiechnął. Akurat ciężko byłoby nie zwrócić uwagi na tak piękne i zwiewne dziewczę, chociaż wydawała mu się ona trochę podejrzana. Potem wszystko się zaczęło wyjaśniać. W pewnym momencie słuchając tej opowieści nawet przestał jeść, po prostu wpatrywał się w swojego towarzysza. To zakończenie nieco go zdziwiło, podobnie jak postawa jego towarzysza. Nie zmieniało to jednak faktu, iż delikatnie się uśmiechnął i pokręcił głową.
-Ciekawa opowieść. Chociaż liczyłem na trochę inne zakończenie – westchnął z uśmiechem. Wrócił do jedzenia, choć dyskretnie obserwował swojego towarzysza. Na razie jednak nie widział sensu by samemu coś opowiedzieć. Zamiast tego cicho zaczął nucić jakąś skoczną melodię ze swoich stron.
avatar
Ferris
Finn

Skąd : Z północy
Join date : 03/05/2013
Liczba postów : 25

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wrzosowa Łąka

Pisanie by Hibernia on Pon Maj 06, 2013 12:53 pm

Zapewne ostatecznie dadzą sobie spokój z tym, by pozbyć się w ten sposób ptasiego piór. Kobiety z wioski pewnie wiedzą lepiej jak sobie radzić z takim uporczywym problemem. Może będzie musiał zajść do któreś z nich i zapytać. To akurat wiedzą wszyscy, kąpiel w żywicy poniekąd się odradza.
To już przechodzi ludzkie pojęcie, bowiem nie potrafił sobie przypomnieć czy jednak kogoś czymś tak oczywistym jak oburzenie potrafi naprawdę rozbawić. I jeszcze zasłużył na podziw z tego, że jednak to mu się udało. Kto wie. Tylko co on zrobi z tym darem od losu? Zakładanie wręcz najgorszego nie zawsze działa.
On tak często spędzał wiele wieczorów, chociaż czasem brakowało mu towarzystwa do tego, by opowiadać historie różnego typu. On nie miał z tym problemu, chociaż pewne rzeczy opowiadał bardziej bezosobowo, co też jest naturalne.
Zatem jak widać, ten świat również nie jest bezpieczny i o tym go wręcz zapewnił w tym momencie. Tutaj na tej wyspie również ktoś znikał, ale to głównie w Mrocznym Lesie. Gdyby on ją ujrzał na własne oczy. Nie była to kobieta taka jak większość dziewek. Modliszka albo nawet czarownica. Zadziwiające, co dobra opowieść potrafi sprawić. Kiedyś może się dowie, dlaczego przybrał taką postawę.
- I taka jest w istocie. Zatem na jakie zakończenie liczyłeś, że będą żyli długo i szczęśliwie na tej wyspie? – Zapytał teraz dopiero na niego spoglądając, zwłaszcza że czuł na sobie to spojrzenie. A szkoda, byłoby ciekawie.
Uniósł jedną z brwi, słysząc tą melodię. Nie znał jej, a jednak chętnie słuchał. Kiedy sam dokończył posiłek, poprawił kaptur na głowie i wyciągnął ręce w kierunku ognia. Poza tą melodią zapanowała cisza, choć otoczenie wokół nich również żyło.
avatar
Hibernia
Ionhar

Skąd : Irlandia
Join date : 07/03/2013
Liczba postów : 185

Zobacz profil autora http://hibernia.forumpl.net

Powrót do góry Go down

Re: Wrzosowa Łąka

Pisanie by Ferris on Pon Maj 06, 2013 4:59 pm

Ta opowieść była naprawdę dobra. Ferris nie chciał jej przerywać, nie śmiał zadać nawet najmniejszego pytania. Jedynie słuchał jak urzeczony, czasami podjadając kawałki mięsa. Czasami powoli kiwał głową, chociaż głównie ograniczał się do nieruchomego siedzenia. Czasem tylko spoglądał na płomień, chociaż zaraz tracił nim zainteresowanie i wracał spojrzeniem do Bre.
-Nie… w to „żyli długo i szczęśliwie” nie wierzę, ale na pewno dobra walka by im nie zaszkodziła – stwierdził całkiem spokojnie. Wzruszył ramionami i wrzucił swój patyk, teraz ogołocony z mięsa do ognia.
Lubił walczyć, był prostym wojownikiem i nie można w sumie było wymagać od niego niewiadomo, jakiego myślenia. Fakt, że ze strategią sobie dobrze radził, także nie miał najmniejszych problemów z wydawaniem rozkazów czy chociażby planowaniem czegokolwiek. Był jednak prosty i ta prostolinijność czasem była wręcz przerażająco widoczna. W niektórych miejscach i przez niektóre osoby mógł być traktowany jak półgłówek. Głupiec, który to dużo mówi i dużo widział a nie wyciągnął z tego praktycznie żadnej nauki. I może tak w rzeczywistości było. Zwłaszcza, że wojna, zemsta ogólnie walka zabrała mu wszystko, co miał, a mimo to nadal walczył.
Wciąż nucąc melodię zaczął zbierać swoje rzeczy. Nałożył na kamizelkę marynarkę by potem założyć na siebie ciężki płaszcz. Zaraz też jeden z mieczy zajął honorowe miejsce u jego pasa, a drugi na plecach. Wyciągnął z pod płaszcza włosy i uśmiechnął się ciepło do swego towarzysza.
-Ja będę się już zbierał. Dziękuje za miły posiłek i przyjemną opowieść – skinął głową a potem powoli ruszył w stronę miasta. Na chwilę jeszcze się obejrzał. –Zapraszam cię do mojej kuźni! – pomagał też ręką a potem odszedł w swoją stronę.

[/zt]
avatar
Ferris
Finn

Skąd : Z północy
Join date : 03/05/2013
Liczba postów : 25

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wrzosowa Łąka

Pisanie by Hibernia on Pon Maj 06, 2013 7:08 pm

Taka wręcz miała być, choć nie miałby nic przeciwko temu gdyby jego towarzysz mu przerywał albo zadawał właśnie pytania. Być może właśnie kiedyś będzie dane mu jeszcze posłuchać jego opowieści albo również kogoś innego. Zwłaszcza, że tak był tymi opowieściami urzeczony.
- Zapewne jeszcze się spotkają, może wtedy przyjdzie im walczyć – Nie zmienia to jednak faktu, że spojrzał na swojego towarzysza z lekkim albo nawet większym przerażeniem, bowiem sobie przypomniał słowa tej niespotykanej piękności.
Sam tak miał i też jak widać, grzeszył wręcz prostotą albo nawet dziecięcą naiwnością. Która zapewne też została już zauważona. Ale też miał tą swoistą mądrość, choć by ją pozyskać musiał się boleśnie sparzyć.
Zauważył to, że jego towarzysz podniósł się ze swojego miejsca i fakt iż ten zbiera swój ekwipunek dał mu dobitnie do zrozumienia, że ten zamierza pójść swoją drogą. Również się uśmiechnął.
- Ja zamiast dziękować, liczę na to iż dane nam będzie jeszcze kiedyś ucztować i podzielić się kolejnymi opowieściami - Sam skinął nieznacznie głową i patrzył, jak jego towarzysz odchodzi. - Zawitam tam! - Zawołał, a także skomentował to śmiechem. Uniósł także dłoń, by mu pomachać.
Pozostał jeszcze chwilę przy ogniu, a kiedy ten przygasł zagasił go i zabierają swoje rzeczy oraz upolowane ptactwo, okrężną drogą udał się do wioski.

[zt]
avatar
Hibernia
Ionhar

Skąd : Irlandia
Join date : 07/03/2013
Liczba postów : 185

Zobacz profil autora http://hibernia.forumpl.net

Powrót do góry Go down

Re: Wrzosowa Łąka

Pisanie by Go?? on Sob Maj 11, 2013 3:32 pm

Niekoniecznie chciała początkowo wyjść na wrzosową łąkę, ale chcąc unikać głównych traktów Bairre obrała właśnie ten kierunek. Po niecałej godzinie przedzierania się przez krzaki wyszli właśnie na tą łączkę. Rozciągnęła się przechodząc jeszcze parę kroków w przód po czym odwróciła się na pięcie i nisko ukłoniła.
- Jesteśmy pani. Z tego miejsca już sobie poradzisz i proszę wybaczyć mi moją wcześniejszą bezczelność.
Wyprostowała się zawieszając wzrok na dziewczynce. Ciekawe co teraz zrobi? Albo jej podziękuję i dumnie odejdzie, albo zacznie jej złorzeczyć i naskarży ojcu. Kobieta stawiała raczej na tą drugą możliwość. Z linii lasu wybiegła sylwetka wilka pędząca wprost na nich na miękkich łapach. Będąc parę metrów zwolnił do do zwykłego chodu i ostrożnie wyminął Shannon stając przy boku swej pani. Jak na dzień polowania Dallas była zaskakująco czysta i tylko w niektórych miejscach gdzie nie mogła dosięgnąć językiem jej futro zlepiała krew. Wilczyca była drobna jak na swój gatunek i jeśli tylko Shannon nie widziała w swoim wcześniejszym życiu wilka to mogła go pomylić z jakimś rzadkim gatunkiem psa. Nie zmienia to jednak faktu, że większość ludzi nie dawała się nabrać.

Go??
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Wrzosowa Łąka

Pisanie by Shannon on Nie Maj 12, 2013 1:55 pm

Uniosła się, to fakt, ale nie była przyzwyczajona do tego, że ktoś oprócz rodziców dziewczyny nie spełniał jej próśb. W trakcie drogi zdążyła ochłonąć. To, że znów zaczęła być traktowana z szacunkiem i opuściła nieznane tereny lasu pozwoliły jej się uspokoić oraz z łaskawszym okiem spojrzeć na całą sytuację.
- Twoja pomoc była nieoceniona i pozwoliła mi uniknąć kłopotów. Zapamiętam to spotkanie - Mimo, że ostatnie zdanie można było odebrać jako ostrzeżenie, to zostało wypowiedziane przyjaznym tonem, a Shannon nic złego nie miała na myśli. Dzięki Bairre przeżyła przygodę, która co najważniejsze zakończyła się szczęśliwie, a o to przede wszystkim chodzi księżniczce w wypadach poza zamek. Dla wojowniczki pewnie nie było to nic specjalnego, ot, spotkanko przy strumieniu i mały spacer, ale dla rudowłosej to było naprawdę coś emocjonującego - po raz pierwszy w życiu ktoś ją zaatakował!
Jak się okazało to nie był koniec emocji, gdyż gdy miała się już pożegnać spostrzegła pędzącego na nie wilka. Arystokratka nie zastanawiała się długo i wyjęła sztylet, z którym przygotowała się do ataku. Ten jednak nie nastąpił, wilk tylko zatrzymał się przy czerwonowłosej. Po raz kolejny w trakcie tego dnia bała się jak nigdy ataku, który koniec końców wcale nie miał miejsca.
- Ale jak to? - spytała zdziwiona wskazując na zwierzę. Szybko zorientowała się też, że niepotrzebnie trzyma zadarty w ich stronę sztylet, więc schowała go - Czy to oswojony wilk? - spytała z szeroko rozdziawionymi oczyma.
avatar
Shannon
Muireann

Join date : 24/04/2013
Liczba postów : 8

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wrzosowa Łąka

Pisanie by Go?? on Wto Maj 14, 2013 1:36 pm

Przyjazny ton. Czyli chyba nie musi się obawiać przykrych następstw odprowadzenia rudowłosej do wioski. Uśmiechnęła się widząc pędzącą nisko przy ziemi rdzawą plamę. Cholera jedna nie mogła poczekać jeszcze paru minut zanim księżniczka się oddali. Westchnęła cicho i widząc jak dziewczę wyciąga swój sztylet przezornie się do niej zbliżyła, aby móc go w razie kłopotów wytrącić z jej ręki. Niepotrzebnie. Wilk okrążył dziewczynę i stanął przy niej a ta niesprowokowana najwyraźniej nie zamierzała atakować. Mądra. Tylko dlaczego nosi sztylet? Rozumiała, że to w końcu jednak rodzina królewska która zapewne umie się sama obronić w jakiejś tam części ale ... ale ona była jeszcze niewinnym dziewczęciem! Co prawda Bairre w tym wieku biegała z wilkami ale Bairre to Bairre a księżniczka to jednak księżniczka. W ogóle po co się nad tym zastanawia?! To jej sprawa! Może robić sobie ze swoim życiem co chce a jej to wcale nie będzie obchodzić. Ona nie ma już nic wspólnego z królem.
- To specjalny towarzysz
Dobrze wiedziała, że jeśli spróbuje się wyprzeć to Shannon i tak jej nie uwierzy. Przejechała dłonią po szorstkim wilczym futrze.

Go??
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Wrzosowa Łąka

Pisanie by Shannon on Sro Maj 15, 2013 9:12 am

- Specjalny towarzysz? - spytała zdziwionym tonem, który raczej większy związek miał z obecnością wilka, niż z tym, co powiedziała kobieta. Księżniczka przyklęknęła na jednym kolanie, by być na jednym poziomie z towarzyszem Bairre i zaciekawiona zaczęła się przyglądać jego zachowaniu. Dla księżniczki, której kontakt ze zwierzętami ograniczał się tylko do koni, był bardzo interesującym stworzeniem, a jego futro z tej odległości wydawało się takie miłe w dotyku...
- Czy mogę go dotknąć? - poprosiła nieśmiało wyciągając rękę przed siebie, na razie jednak zachowując bezpieczny dystans. Wolała jednak się nie zbliżać, póki nie będzie pewna, że zwierzę jej nie ugryzie. W końcu to tylko wilk, na nieznajomych mógł różnie zareagować. Gdyby Shannon była rozsądna, to prawdopodobnie porzuciłaby swój pomysł, ale chęć zbratania się z czworonożnym zwierzakiem była silniejsza od rozumu.
- Chciałabym go pogłaskać - dodała już bardziej stanowczo. Wiadomo jakie są księżniczki... Gdy czegoś chcą, to muszą to dostać. Niech świat się dostosowuje.
avatar
Shannon
Muireann

Join date : 24/04/2013
Liczba postów : 8

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wrzosowa Łąka

Pisanie by Go?? on Czw Maj 16, 2013 5:37 pm

Nie mogła powstrzymać swojego śmiechu. Jej zachowanie było w jakiś sposób urocze, a sama Bairre zaczęła się zastanawiać czy sama się kiedyś tak zachowywała. Ciężko zrozumieć psychikę tej kobiety i jej powody do śmiechu. Gdy przestała chichotać pstryknęła palcami zwracając uwagę wilka i wskazując palcem ziemię. Teoretycznie była to wyuczona wilczycy komenda po której miała usiąść jednak w praktyce Dallas rzadko kiedy się go tak naprawdę słuchała. Oczywiście rozumiała czego oczekuje od niej właścicielka, ale po prostu nie miała najmniejszej ochoty spełniać jej prośby. Uparte, głupie stworzenie. Westchnęła cicho z rezygnacją i skinęła głową uśmiechając się do księżniczki.
- Śmiało, nie bój się. Nazywa się Dallas.
Jako mała dziewczynka zawsze wyobrażała sobie, że wilcze futro musi być w dotyku mięciutkie i jedwabiste a pierwsze jej spotkanie srodze ją rozczarowało. Sierść była oczywiście sztywna i szorstka w dotyku i tylko w niektórych miejscach można było wyczuć jej spodnią, miękką warstwę.

Go??
Gość


Powrót do góry Go down

Re: Wrzosowa Łąka

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 2 z 3 Previous  1, 2, 3  Next

Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach