Hibernia
Zdecydowałem się zamknąć forum. Powodów tej decyzji jest naprawdę wiele, a głównym jest to, że więcej z tego nerwów niż radości. Też to pochłaniacz czasu.
Słusznym jest to, by nabrać dystansu do takiej formy rozrywki. Jednak to była fascynująca przygoda i może kiedyś się na to zdecyduję.
Wszystkim, którzy bawili się przez ten krótki okres czasu, pragnę podziękować.

Wrzosowa Łąka

Strona 1 z 3 1, 2, 3  Next

Go down

Wrzosowa Łąka

Pisanie by Willow on Sob Mar 09, 2013 11:23 pm

Kiedy lato chyli się ku końcowi i niedługo ma nadejść barwna jesień, łąka ta dosłownie ożywa. Pachnące wrzosy rozkwitają, wystawiając swoje purpurowo-różowe główki ku słońcu. Wygląda to naprawdę pięknie i niektórzy bardzo chętnie rozsiadają się w tych ożywających i kwitnących roślin. Inni zbierają je i suszą.
avatar
Willow
Wiedźma

Join date : 08/03/2013
Liczba postów : 25

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wrzosowa Łąka

Pisanie by Ferris on Pią Maj 03, 2013 3:21 pm

Mieszkał tu już rok, a nie mógł się przyzwyczaić do płaskiego terenu. Nie mógł się też pozbyć dziwnego przeświadczenie, że to miejsce było zdecydowanie za ciche. Nie słyszał zawodzenia wiatru, ale gdzie on tu miałby zawodzić? Nie było skarp, nie było kotlin, wąwozów ani nawet ciągnących się na mile jaskiń. Wszystkiego tego strasznie mu brakowało.
Przechadzając się od wioski aż tutaj pozwolił swoim myślą płynąc. Całkiem jak chmury płynęły po niebie, tak jego myśli wędrowały bez żadnego składu i ładu. W końcu przystanął na łące. Sprawiała wrażenie spalonej słońcem. Częściowo przesuszona, zielono-żółta trawa mięła się albo łamała pod każdym jego krokiem. Obrócił się dookoła własnej osi by potem spojrzeć w stronę miasta. Było ono częściowo przysłonięte przez mroczny las. Paskudne miejsce. Na szczęście łatwo w nim było znaleźć drewno na opał i pająki, których osobiście bardzo, ale to bardzo nie lubił. Wiatr uderzył w jego bok, rozwiewając jego jasne włosy i sprawiając, że część z nich musiał zaczesać za ucho. Spojrzał w tamtym kierunku i usłyszał szum oceanu. Klify nieco przypominały skarpy, ale upadek z nich nie zawsze zapewne kończył się śmiercią. Czasami można było wpaść do lodowatej wody. Ostatecznie obejrzał się w stronę przeciwną do miasta. Tam gdzieś w oddali, maskowane przez mgłę i chmury piętrzyły się góry. Stare i posępne, których korzeni nie widziało niczyje oko a wybujały wspanialej od najstarszych drzew.
Ferris usiadł na tej trawie a właściwie na płaszczu z barwionej na brązowo wełny z akcentami z wilczego futra. I spoglądał w kierunku gór. Czasem było je doskonale widać, kiedy indziej zaś znikały całkowicie otulone przez chmury i mgłę.
Smucenie się i rozmyślenia na temat tego jak dobrze mu tam było musiał jednak zostawić, na kiedy indziej. Właściwie to w ogóle nie powinien o tym rozmyślać. Góry były miejscem gdzie się narodził, ale też miejscem, w którym został zabity. Tu na nizinach był kimś innym, całkiem nowym.
Poderwał się ze swojego miejsca. Zdjął miecz ze swoich pleców, by móc pozbyć się płaszcza. Rzucił go na tą dziwną – jego zdaniem – trawę i podniósł pochwę z bronią. Umieścił ją tam gdzie jej miejsce, czyli na swoich plecach.
Stanął luźno z opuszczonymi rękami. Wziął kilka głębszych oddechów by potem sięgnąć prawą ręką po miecz na plecach, a lewą do tego przy pasie. Wyciągnął je w tym samym momencie i oboma mieczami wykonał cięcie pod skosem. Potem zaczął się taniec z bronią. Obrócił się gwałtownie wykonując dwa równoległe cięcia, potem idąc do przodu na przemian ciął jedną to drugą ręką. Zatrzymał się by potem znów się gwałtownie obrócić tym razem jednak też klęknął na jedno kolano i skrzyżował miecze nad sobą całkiem jakby blokował cios. Wszystko to robił z zamkniętymi oczyma. Wbił jedno z ostrzy w ziemię i zrobił fikołek do tyłu z drugim w ręce, szybko wstał i wykonał czyste cięcie od dołu trzymając oburącz miecz. Coś takiego pozwalało mu się zrelaksować, zapomnieć. Czuł się wolny a jednocześnie spokojny. W tym momencie był panem własnego losu i to go uspokajało.
avatar
Ferris
Finn

Skąd : Z północy
Join date : 03/05/2013
Liczba postów : 25

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wrzosowa Łąka

Pisanie by Hibernia on Pią Maj 03, 2013 5:54 pm

Częściej go było można zastać poza osadą niż w samej osadzie, do której tylko zagląda jeśli tego wymaga potrzeba.
Wojownika ciągnęło wciąż do dzikich pól, do wędrówek po lasach czy przemierzenia łąk i przesiadywania na klifach i obserwowania błękitnej toni. Tą okolicę tytułował swoim domem i to się nie miało na razie zmienić. Jednak zawsze służył pomocą temu ludowi. Tak też miało być i tym razem. W końcu zbliżało się Beltaine, a więc polował by też pomóc zapewnić jadło na tą uroczystość. Właśnie tym razem wracał z lasu i postanowił przemierzyć wrzosową łąkę. A może i nawet się na niej zatrzymać. Prócz ptactwa powiązanego cienkimi sznurkami, które to przewiesił sobie przez ramię, niósł także naręcze suchych gałęzi. Na plecach jeszcze dodatkowo spoczywał solidnie wyciosany łuk oraz kołczan pełen strzał. Przy boku miał zaś przytroczony miecz w pochwie. Jako, że stąd był widoczny Mroczny Las, mógł określić jak wielki dystans przeszedł w ostatnim czasie. By chronić się też częściowo przed wiatrem, kapturem zakrywał głowę. Jednak i tak musiał odgarniać luźno puszczone pasma włosów ze swojej twarzy. Płaszcz wykonany barwiony na ciemny granat zmieszany z czernią nie pozwalał jednak na to, by wiatr chłodził jego organizm.
Zwykle tutaj nikogo nie spotykał na swojej drodze i teraz też tak uważał, że nikogo nie spotka. Jednak jakie było jego zaskoczenie, kiedy kogoś ujrzał na tym odludziu. A potem to się tylko pogłębiło, kiedy ujrzał mężczyznę z dwoma doskonałymi mieczami w dłoniach. Miał do czynienia z prawdziwym wojownikiem, którego siła skłaniała do swoistej ostrożności jak i rozwagi.
A jednak nie był skłonny sam teraz dobyć miecza czy sięgnąć po łuk. Patrzył także z pewną... fascynacją, zainteresowaniem i widząc "swojego" rozważył podejście bliżej. Nawet się szeroko uśmiechnął. Choć też pozostawał stosunkowo czujny, bo kto wie, co temu jegomościowi przyjdzie na myśl. Zwłaszcza, jak go nie zna. A nawet gdyby znał, to tym bardziej.
- Witaj... - Tutaj powinno się pojawić imię tego wojownika, ale po wręcz przepraszającym uśmiechu było widać, że go nie zna. A powitać wypada wędrowca, którego spotkał na swojej drodze. - Czy sprowadza Cię tutaj doskonalenie swoich umiejętności?
avatar
Hibernia
Ionhar

Skąd : Irlandia
Join date : 07/03/2013
Liczba postów : 185

Zobacz profil autora http://hibernia.forumpl.net

Powrót do góry Go down

Re: Wrzosowa Łąka

Pisanie by Ferris on Pią Maj 03, 2013 6:14 pm

Taniec z mieczem, podobnie jak taniec z ogniem czy sama walka była bardzo wymagającą dyscypliną. Bowiem poza samym opanowaniem, cierpliwością oraz ogromnymi wprost pokładami samo zaparcia trzeba było mieć jeszcze odpowiednią wytrzymałość, a także jasność umysłu. W przypadku Ferrisa tą właśnie jasność umysłu zapewniało powtarzanie aż do znudzenia czy nawet do ze rzygania tych samych sekwencji ruchowych. Inne jednak ruchy przypadały na lewą rękę, a inne na prawą. A jednak trzeba było umieć też obiema walczyć w ten sam sposób i na zamianę. Finn miał to szczęście, że jako jeden z niewielu urodził się oburęczny. Zapewne gdyby umiał pisać pisałby zarówno lewą jak i prawą. A że nie umiał, to mógł się skupić na czymś zdecydowanie bardziej przydatnym.
Nie wyczuł ani nie zauważył przybysza. Zbyt pochłonięty był swoim treningiem. W tak zwanym między czasie pozbył się skórzanej kamizelki i marynarki, zostając w luźnej tunice. Nie czuł na sobie też spojrzenia, ktoś powiedziałby, że wojownik powinien być czujniejszy. Finn odpowiedział by wtedy, że atakujący powinien mieć tyle przyzwoitości by powiadomić o swoim ataku nie skradać się jak jakiś cichociemny. Ćwiczył od dłuższego czasu walkę lewą ręką. Obracał miecz z niesamowitą szybkością trzymając jedną rękę za rękojeść. Szedł do przodu by potem wyrwać z ziemi drugi miecz i również zacząć nim szybko obracać, jakby to nie była broń biała, ale jakiś patyk czy kij, którym uczą się dla zabawy wymachiwać dzieci. Albo by pokazać rodzicom, że już nie są tak niezdarne jak były jeszcze rok temu.
Nieco był zaskoczony słysząc czyjś głos. Chwycił oba miecze za rękojeść, unieruchamiając je w pewnym chwycie a potem skrzyżował ręce przed piersią tak, że ostrza biegły równolegle do jego przedramion. Otworzył też w końcu oczy. Dopiero teraz, kiedy stanął okazało się, że ten dziki trening czy też taniec skutecznie zaburzył jego oddech. Nieco zaskoczony spojrzał na ciemnowłosego mężczyznę, którego wcześniej tu nie było. Widząc upolowaną zwierzynę a także łuk, Ferris szybko doszedł do wniosku, że ma przyjemność z jednym z tutejszych myśliwych. Momentalnie się rozluźnił, biorąc też głębszy wdech.
-Witaj – odpowiedział na moment też pochylając głowę. Jeden z mieczy schował do pochwy przymocowanej do pasa. Potem skierował się do swojej kupki ubrań i kucnął by wygrzebać spod marynarki drugą i schować do niej miecz. Słysząc to pytanie zaśmiał się.
-Nie, raczej chęć ukojenia zszarganych nerwów – odpowiedział spokojnie. Odrzucił do tyłu część złotych włosów i usiadł na trawie z pomrukiem zadowolenia. Potem przeniósł spojrzenie na swego rozmówcę. –Myśliwy… czemu cię nie widziałem w wiosce? – Zapytał całkiem spokojnie.
avatar
Ferris
Finn

Skąd : Z północy
Join date : 03/05/2013
Liczba postów : 25

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wrzosowa Łąka

Pisanie by Hibernia on Pią Maj 03, 2013 7:46 pm

Doceniał tą szlachetną sztukę, jak i sam też tak to postrzegał. By zostać wojownikiem też potrzeba przebyć długą drogę, właśnie nauczyć się też cierpliwości, tego opanowania i tego samozaparcia.
I przede wszystkim ta wytrzymałość i siła. Nic innego. On inaczej uzyskiwał tą jasność umysłu, a powtarzanie poszczególnych sekwencji było też doskonałym sposobem na wyładowanie gniewu. Chociaż w jego przypadku to rzadko, niezwykle rzadko się zdarzało.
A zwykle też je wykonywał, by nie wyjść z wprawy. Oburęczność na polu walki to wręcz dar od bogów.
Nie było też tak, że miał przybysza zaatakować. Ale tak, gdyby jednak miał to zrobić, wojownik powinien być znacznie czujniejszy. W sumie powinien i to było wielce honorowe.
Intuicyjnie mógł stwierdzić, że chciałby mieć tego wojownika po swojej stronie, gdyby przyszło do wojny. Ale nigdy za przeciwnika i to było naturalne.
Czyli nie tylko on był zaskoczony obecnością drugiej osoby i to w sumie było naturalne. Potrafił się też skradać wręcz niepostrzeżenie, co było niewątpliwie zaletą.
Przynajmniej choć jeden z nich wiedział z kim ma w zasadzie do czynienia. Kwestię powitania mają też załatwioną, co w sumie cieszyło. On się nie przestawał uśmiechać, bo i do tego nadarzyła się stosowna okazja.
- Wolisz to od dziewek w oberży czy zamtuzie? - Bardziej tam się spodziewał znaleźć wojowników, bo i czasem i zachodził do takich miejsc. Postanawiając zamienić kilka słów z tym jegomościem, sam usiadł na trawie Albo raczej na połach swojego płaszcza, siadając też po turecku. Co było zdeterminowane kiltem, który nosił. Piwne spojrzenie skupiło się też na rozmówcy, kiedy to zdjął z pleców łuk oraz upolowaną zwierzynę. Gałęzie także położył obok siebie
- Rzadko do niej zachodzę, dlatego pewnie mnie nie widziałeś. Jestem Breanainn - Wyjaśnił, także się przedstawiając. Oparł jedną z rąk na swoim kolanie.
avatar
Hibernia
Ionhar

Skąd : Irlandia
Join date : 07/03/2013
Liczba postów : 185

Zobacz profil autora http://hibernia.forumpl.net

Powrót do góry Go down

Re: Wrzosowa Łąka

Pisanie by Ferris on Pią Maj 03, 2013 7:59 pm

Zmarszczył brwi słysząc to nietypowe pytanie. Zanim jednak na nie odpowiedział nieznacznie zmienił swoje położenie. Usiadł wygodnie po turecku, opierając ręce na tej dziwnej – wciąż tylko w jego mniemaniu – trawie.
-Można tak powiedzieć. Odkryłem przed laty, że wszystkim w moim otoczeniu przynoszę pecha. Więc staram się ograniczać kontakty do niezbędnego minimum – wytłumaczył spokojnie. Choć to, co powiedział mogło się wydawać śmieszne, w jakimś stopniu było prawdziwe, chociaż też sam Ferris nie miał na to dowodów. Opuścił spojrzenie na pożółkłą trawę i zastanawiał się czy zmieni ona swój kolor czy taka już pozostanie. Ostatecznie przeniósł jednak ciężar ciała do przodu, opierając ręce na swoich udach i spojrzał na towarzysza rozmowy. Uniósł jedną z brwi w geście zdziwienia.
-Miło mi cię poznać Breanainn, ja jestem Ferris. Nie boisz się, teraz skoro już wiesz, że ściągnę na ciebie pecha? – Zapytał ni stąd ni zowąd. Uważniej też przez chwilę przyglądał się wojownikowi. Nie można powiedzieć by wielkim szacunkiem darzył łuczników. Jego zdaniem wybór broni wcale nie zależał od predyspozycji walczącego, bo tak na dobrą sprawę nawet kobieta była w stanie nauczyć się mieczem. Raczej chodziło o odwagę. I jak łatwo się domyślić. Łucznicy stojący w tyle, tam gdzie nie sięgnie ich miecz wroga, sporo tracili w oczach Ferrisa.
Przynajmniej tak działał stary Finn. Tym razem, postanowił on w nieco inny sposób testować swych rozmówców, a także osoby mające z nim kontakt. Sam nie wiedział skąd u niego ta chęć do osądzania innych, może, dlatego że w przeszłości sam był często osądzany?
avatar
Ferris
Finn

Skąd : Z północy
Join date : 03/05/2013
Liczba postów : 25

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wrzosowa Łąka

Pisanie by Hibernia on Pią Maj 03, 2013 9:18 pm

Właśnie pytanie było jego zdaniem jak najbardziej normalne. Zwłaszcza, że byli mniej lub bardziej towarzyszami broni. I teraz w sumie mogła się nadarzyć okazja do tego, by razem i pić w oberży.
- Odkryłeś niedawno, że wszystkim w swoim otoczeniu przynosisz pecha? Czy to jakoś uzasadnione? – Uniósł jedną z krzaczastych brwi, bo coś takiego po raz pierwszy dotąd słyszał. Nawet jeśli to było zastanawiające, uśmiech nie znikał z jego twarzy. Właśnie uważał to w jakimś stopniu za zabawne. Choć powstrzymał się od śmiechu.
- Wzajemnie… Ferris. Oczywiście, że nie. Jeśli mam ściągnąć na siebie pecha czy zły los, to będzie wola bogów – A ci wiedzą, co robią. Nie mógł nic poradzić, że ten mężczyzna nie darzy łuczników szacunkiem. Mieczem także się posługiwał, choć łuk umożliwiał mu też polowanie jak i walkę. Odwagi mu nie brakowało, ale może nadarzy się okazja, by tą mógł udowodnić na polu walki. Widocznie miał naprawdę słuszność. Złe doświadczenia sprawiają, że człowiek gorzknieje na starość. Albo osądza właśnie innych.
Tutaj jednak to się nie miało zdarzyć. Brean choć jest prostym człowiekiem, rzadko kogoś osądza i angażuje się w sprawy innych. Chyba, że ktoś zyska sobie jego przyjaźń albo wdzięczność. Albo obie te rzeczy, bo tak też się zdarza czasem.
avatar
Hibernia
Ionhar

Skąd : Irlandia
Join date : 07/03/2013
Liczba postów : 185

Zobacz profil autora http://hibernia.forumpl.net

Powrót do góry Go down

Re: Wrzosowa Łąka

Pisanie by Ferris on Pią Maj 03, 2013 9:31 pm

Skinął powoli głową w ramach odpowiedzi na pierwsze zadane pytanie. Jednak przy odpowiedzi na drugie musiał się chwilę zastanowić. Czy wystarczającym uzasadnieniem będzie fakt, że wszyscy w jego otoczeniu ginęli tragicznie? Zapewne tak, ale jeśli odpowie w ten sposób to zapewne ściągnie na siebie cały grad niewygodnych pytań, na temat przeszłości. Nie chciał do niej wracać. Nie teraz, kiedy w jakimś stopniu nauczył się z nią jakoś żyć. Nie teraz, kiedy mógł nosić figurkę swojej żony i synów przy piersi i wierzyć, że są oni w lepszym miejscu. A jednak wypadało odpowiedzieć, skoro już o tym wspomniał.
-Owszem, wszystkie osoby przebywające zbyt długo w moim otoczeniu, odeszły do lepszego świata – na moment jego mimika się zmieniła. Wyglądał tak jakby samo mówienie o tym bolało, a co dopiero myślenie. Miał nadzieję, że ta drobna gra zniechęci do zadawania niewygodnych pytań. Jeśli nie, to będzie musiał niestety uciąć tą przyjemną rozmowę, jeszcze zanim się zaczęła na dobre.
Uniósł obie brwi wysoko słysząc taką odpowiedź. Było to dość niespotykane. Przynajmniej nie w stronach, z których pochodził. Tam ludzie prędzej zabili by go niż skazali się na zły los. Życie i tak było ciężkie w górach. Szok zaraz jednak zmienił się w radość. Nie stronił od ludzi, kiedy nadarzała się taka okazja, chętnie rozmawiał i uczestniczył ogólnie w życiu. Choć trawił go wciąż ból po utracie bliskich, starucha miała rację. Nie można się zatrzymać trzeba iść dalej. Nie wierzył by ktoś wypełnił tę pustkę, ale jeśli miał szansę chociażby na chwilę o niej zapomnieć, to chętnie skorzysta.
-Rozumiem – odpowiedział, nie chcąc zostawiać tego bez odpowiedzi. Zaraz też szok przemienił się w uśmiech, szeroki, ciepły i przede wszystkim szczery.
-Parasz się tylko polowaniami czy inne rzeczy też robisz? – Nic nie mógł poradzić na to, że był ciekaw. Zaraz też usiadł wygodniej, podciągając jedną z nóg bliżej klatki piersiowej i opierając na kolanie brodę. Dzięki temu siedział wygodnie i mógł obserwować swego rozmówcę. Owszem widział miecz Breanainn’a ale nauczył się w tak zwanym między czasie, że nie każdy, kto go ma umie się nim posługiwać.
avatar
Ferris
Finn

Skąd : Z północy
Join date : 03/05/2013
Liczba postów : 25

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wrzosowa Łąka

Pisanie by Hibernia on Pią Maj 03, 2013 11:09 pm

Nie. Znaczy to może być lepsze uzasadnienie, ale śmierć to, coś na co człowiek nie miał wpływu. Nie jest w stanie z tym walczyć. I tutaj by się pomylił, bo on nie był osobą wścibską. A też stracił dwie bliskie mu osoby i jednocześnie zyskał całą wielką rodzinę. A też nie chciał o tym mówić. Strata żony i synów nieco nie jest współmierna do straty rodziców. A jednak jest też zbyt dotkliwa. Jeśli zatem będzie chciał o tym wspomnieć, zrobi to.
- Śmierć jest nieubłagana. Jest to wola bogów, którzy wzywają ludzi do krainy wiecznej szczęśliwości. Kiedyś do nich dołączymy – Jego uśmiech nieznacznie zmalał, bowiem złączył wargi. Nie mówił tego ze smutkiem, ale swoistą radością. Albo bardziej ze spokojem ducha. Widząc ten wyraz twarzy swojego rozmówcy, nie zadał żadnego pytania. Kobiety z wioski wpoiły mu także pewną mądrość odnośnie losu. I miało takie w zasadzie być. Wszystko, co nas dotyka pochodzi od bogów i ma jakieś określone zadanie. On tak twierdził. Do bogów się modlił o owocny łup, o możliwość przeżycia każdego dnia. Bo życie właśnie w górach było ciężkie. I słusznie zrobi.
Od razu lepiej, bo kiedy ludzie się uśmiechali miał pewność, że nic przyjaźni została zawiązana. A to było także ważne.
- Nazywają mnie znachorem dla ubogich, bo mnie wychowywały kobiety z wioski i też w jakimś stopniu przekazały mi swoją wiedzę. Mój ojciec był kowalem, zostawił mi ten miecz. Ale tak, głównie zajmuje się polowaniami. A Ty...? Tylko koisz w ten sposób zszargane nerwy? – Nie było tutaj powodu, by jednak nie zaspokoił ciekawości swojego rozmówcy. Nie przeszkadzało mu to obserwowanie. I całkiem słusznie, sam by tak myślał. Spojrzał też przelotnie na upolowaną zwierzynę, a potem na swojego rozmówcę. Może też pokusi się o spożycie z nim posiłku. W końcu taniec z mieczem może uczynić człowieka głodnego.
avatar
Hibernia
Ionhar

Skąd : Irlandia
Join date : 07/03/2013
Liczba postów : 185

Zobacz profil autora http://hibernia.forumpl.net

Powrót do góry Go down

Re: Wrzosowa Łąka

Pisanie by Ferris on Sob Maj 04, 2013 11:14 am

Słuchał uważnie, co ma do powiedzenia jego towarzysz. Sam nie do końca wiedział, dlaczego ale poczuł nagły przypływ radości. Nie czuł tego od tak dawna, że po prostu nie umiał tego powstrzymać. Dał radości, wesołości sobą owładnąć i po prostu zaczął się śmiać. Nieco ochryple, a jednocześnie bardzo melodyjnie, dźwięcznie wręcz. Dźwięk ten niósł się na wietrze. Ufność tego chłopaka w dobrą wolę Bogów bardzo go bawiła, ale to nie tylko to spowodowało ten wybuch radości. Właściwie sam Ferris nie wiedział, co było jego źródłem. Śmiech jednak wstrząsał całym jego ciałem sprawiał, że spięte mięśnie się rozluźniały a zły humor znikał. Zasłonił ręką usta i w końcu zaczął się uspokajać. Po kilku minutach całkiem ucichł. Podniósł na łucznika jasne spojrzenie, które teraz przypominało najczystsze niebo albo nawet szafiry wydobywane z serca góry.
-Przepraszam, jeśli moje zachowanie cię obraziło – powiedział, choć wesołość go nie opuściła.
Uniósł nieco wyżej brwi słysząc to o znachorze i kobietach z wioski. Jakoś nie zauważył by te wszystkie dziewki były bardziej rozgarnięte niż kobiety w jego stronach. Cóż może cierpiał na to, co większość mężczyzn. Patrzał i nie widział.
-Ja jestem kowalem i pracuję w mieście. Proszę, to moje dzieło – mówiąc to podał mu jeden ze swoich mieczy. A była to broń dość nietypowa, bo zamiast standardowego ostrza schodzącego się na końcu w szpic, jego wydawało się być ucięte pod skosem. Też sama głownia miała rozszerzający się kształt, a nie zwężający. Jednak nie tylko to wyróżniało jego broń na tle innych. Od rękojeści aż do samego czubka klingi ciągnęły się żłobienia, przywodzące na myśl żyły w liściach albo ludzkim organizmie. Na nasadzie, miejscu gdzie klinga łączy się z rękojeścią widać było wzory przywodzące na myśl splot warkocza albo rzemienia, choć po bliższym przyjrzeniu się może było zauważyć, iż to drobne żłobienia układające się w jakieś pociągłe runy.
-Mogę obejrzeć miecz wykonany przez twojego ojca? – Wychodziło teraz jego zboczenie zawodowe.
avatar
Ferris
Finn

Skąd : Z północy
Join date : 03/05/2013
Liczba postów : 25

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wrzosowa Łąka

Pisanie by Hibernia on Sob Maj 04, 2013 12:21 pm

Radość to takie dobre, naprawdę dobre uczucie. Zwłaszcza, kiedy pojawia się nagle. Dobrze, że nie walczył z tym. Nawet tak powinien zachowywać się wojownik. Sam jednak przez chwilę tym był zaskoczony, bowiem patrzył na tego osobnika z lekko uchylonymi ustami. Jednak też po chwili się szeroko uśmiechnął, unosząc również na moment obie krzaczaste brwi.
Jednak nie powinno się śmiać z czyjeś wiary, ale na szczęście o tym nie wiedział. A jednak i tak było dobrze, nawet bardzo dobrze. Ponownie spojrzenie w kolorze ciemnego piwa spoczęło na wojowniku. Właściwie ciągle go obserwował, bo był obecnie najciekawszą osobą w jego otoczeniu.
- Skądże. Nie ma powodu, by przepraszać zwłaszcza.. za coś tak naturalnego. Gdybyś zawitał do oberży, miałbyś zapewne więcej sposobności do weselenia się – Nikogo nie zmuszał, a jednak chciał powiedzieć, że tam łatwo znaleźć towarzyszy do kielicha. Kobieta kobiecie nierówna. Tutaj kobiety bardzo często były wręcz wynoszone na piedestał, mogły sprawować wysokie urzędy i cieszyły się niezależnością. Jak jest w innych krainach, tego nie wiedział za bardzo. Albo sam na to cierpiał.
- Kowal… to by wyjaśniało, dlaczego Cię nie poznałem. Długo jesteś w Gaoth Dobhair? – Zadał kolejne pytanie, kiedy mężczyzna podał mu miecz do ręki. Ostrożnie wręcz ujął go za rękojeść, by potem ustawić ostrze równolegle do swej twarzy. Powiódł spojrzeniem po tych żłobieniach, nawet ich dotknął opuszkami palców. W końcu przyjrzał się temu ostrzu i cicho westchnął wręcz z zachwytem. Dotąd takiej broni nie widział, nikt chyba tutaj takiej nie wykuwa. A ta z pewnych przyczyn wydawała mu się naprawdę śmiercionośna. Choć każdy miecz taki był. Także przyjrzał się zdobieniom samej klingi przy rękojeści, która wydawała mu się aż nazbyt piękna. Jak dzieło sztuki albo piękna dziewka.
- Naprawdę piękna broń, a jej wykonanie świadczy o Twoim kunszcie - Powiedział zamyślony, ale też naprawdę zafascynowany. Nawet trochę za bardzo, bo z opóźnieniem zarejestrował, że kowal do niego coś mówi. - Tak, tak... - Wstał na moment, by oddać mu jego broń, ale także i swoją. Ta ukryta w czarnej pochwie wykonanej z grubej warstwy skóry zaczynała się prostą rękojeścią w zasadzie pozbawioną zdobień, jeśliby nie liczyć niewielkich obręczy ją przecinających oraz elementów wykonanych ze stali. Jelec miała krótki, tak by tylko pasować do jego dłoni, jednak również pokryty był wzorami, które może były runami. Tego nie wiedział, a ojciec zmarł zbyt wcześnie. Klinga zaczynała się szeroko jak większość mieczy, jednak zwężała się w środku, by dalej się ponownie rozszerzać. Jedyną jej ozdobą było głębokie wydrążenie biegnące od rękojeści do pióra.
avatar
Hibernia
Ionhar

Skąd : Irlandia
Join date : 07/03/2013
Liczba postów : 185

Zobacz profil autora http://hibernia.forumpl.net

Powrót do góry Go down

Re: Wrzosowa Łąka

Pisanie by Ferris on Sob Maj 04, 2013 12:46 pm

Zachichotał cicho na wspomnienie o tej oberży. I gotów nawet był pomyśleć, że ten myśliwy bardzo często tam zagląda, jeśli już zjawia się w mieście. To też tłumaczyło, czemu nigdy się nie widzieli, bo Ferris głównie w swojej kuźni przesiadywał.
-Może kiedyś zawitam, o ile znów nie będę miał huku roboty – uśmiechnął się. Zadziwiające ile to miasto potrzebowało różnych rzeczy. A to miecz trzeba było naprawić, a to wykuć parę nowych. Tutaj jakieś widły się wyszczerbiły, tam topór do rąbania drewna się stępił. Ale to dobrze, to wszystko było dobre. Bo szczerze mówiąc lepiej jest narzekać na nadmiar roboty niż na jej brak.
-Nieczęsto zachodzisz do kowali albo masz swojego zaufanego. Rok? Może nawet nie – odpowiedział po chwili namysłu. Właściwie to sam nie liczył ile już tu jest. Nie miało to w sumie większego znaczenia.
Obserwował uważnie jak mężczyzna oglądał jego robotę. Był spokojny, wskaże znał swoje wyroby i wiedział, że są dobre, jeśli nie najlepsze. Stali tutaj było niewiele, wioska zapewne odkupywała ją od wiosek bliżej gór. Często była to jednak stal naprawdę dobrej, jakości, choć ludzie tu mieszkający nie mieli zbytnio pojęcia jak się z nią obchodzić. Miecz Ferris poddany został odpowiednim procesom, które zapobiegały rdzewieniu czy też stępianiu się broni. Ostrzony był tylko i wyłącznie na wrogach, przynajmniej w początkach. Teraz na ceramice albo kamieniach o wysokim stężeniu kwarcu.
Uśmiechnął się szeroko słysząc ten komplement dla swego dzieła. Skinął też głową.
-Dziękuje – powiedział w końcu. Zaśmiał się widząc to drobne opóźnienie, ale nie miał mu tego za złe. W końcu ta broń była fascynująca na swój sposób. Chwycił pewnie swój miecz a potem schował go do pochwy i odłożył na swoje ubrania. Wziął ostrożnie miecz należący do myśliwego. Najpierw obejrzał rękojeść. Zważył w rękach broń, na razie nie oglądając ostrza. Potem w końcu wysunął klingę z pochwy by ją obejrzeć. Nieco był zaskoczony widząc runy a raczej zdobienia. Odłożył pochwę i podniósł się dzierżąc miecz w jednej ręce. Znów go zważył. Broń była dobrze wyważona, jednak można by powiedzieć o niej znacznie więcej. Była piękna, wykonanie było bardzo dokładne, wręcz perfekcyjne. Dobrze się ją trzymało, chociaż Ferris dobrze czuł, że broń ta nie należy do niego, a wykonana też była dla danej osoby. Zwykle bronie są raczej dla ogółu, rzadko zdarza się tak by broń była wykonywana dla kogoś. Dla jednego człowieka. To też sprawiało, że wartość miecza mocno wzrastała.
Cofnął się o kilka kroków tak by nie zrobić krzywdy swemu towarzyszowi i zamachnął się parę razy bronią. Z łatwością obracając miecz w dłoni by ostatecznie chwycić go oburącz i wykonać czyste cięcie na wysokości swoich oczu. Dla przeciwnika byłoby śmiertelne. Uśmiechnął się wesoło a potem wrócił na swoje miejsce. Z wielkim namaszczeniem umieścił znów miecz w pochwie i oddał tę znakomitą broń właścicielowi.
-Piękna broń, doskonałe wykonanie. Twój ojciec wiedział, co robi tworząc ten miecz – w jego głosie faktycznie można było usłyszeć zachwyt. –Szkoda, że nigdy go nie poznam – westchnął nieco niezadowolony z tego.
avatar
Ferris
Finn

Skąd : Z północy
Join date : 03/05/2013
Liczba postów : 25

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wrzosowa Łąka

Pisanie by Hibernia on Sob Maj 04, 2013 1:41 pm

Było to w sumie jedyne miejsce do którego zaglądał, pomijając domostwo należące kiedyś do jego ojca. A czasem ciężko sobie odmówić piwa, wina jak i towarzystwa innych. A czasem też się trzeba ogrzać.
Może być tak teraz, że często będzie i zachodzić do pewnego kowala.
- Zatem nie masz czeladników? Albo i masz, więc stąd huk roboty - Potarł palcami kraniec swojej swojej szczęki. Ależ tak, miasto naprawdę potrzebowało wielu rzeczy. A to konie podkuć i znacznie więcej. Nadmiar roboty to możliwość utrzymania się i temu ciężko zaprzeczyć.
- Nieczęsto zachodzę, ale lud potrafi podzielić się informacją, któż to ma fach w ręku. Zatem pewnie większość wioski już poznałeś albo tych, co zachodzą do Twojej kuźni - Ważniejsze było to, że tutaj był i że został przyjęty przez społeczeństwo. Bo jakoś nie sądził, by już zdołał komuś pecha przynieść.
Jeśli wcześniej nie miał zaprzyjaźnionego kowala, teraz zapewne to się zmieni. Bo pośród tych, którzy się chełpili swoimi umiejętnościami, kunsztem wolał znaleźć takiego, który posiada fach w rękach zamiast tylko pustego słowa. Bo w tym przypadku ludziom nie powinno się wierzyć, zwłaszcza gdy chodzi o mieszki złota.
I słusznie jak widać stwierdził, że ta broń wydawała mu się bardziej śmiercionośna niż inne miecze.
Sam również wtedy się zaśmiał, kiedy doszedł nieco do siebie. To dopiero było ciekawe zjawisko. W końcu rzadko kiedy ktoś oglądał jego broń, chyba, że na to zasłużył. A mało kto był znawcą, a tego miana kowalowi nie można odmówić. On mógł to zrobić, a jednak sądził, że ten przywilej w jakimś stopniu powinien należeć do właściciela. A w tym przypadku to była broń wybitnie nie dla niego i to stwierdził, kiedy miał przyjemność popatrzeć na swego towarzysza podczas powtarzania tych sekwencji. Bo któż potrafi z taką łatwością trzymać miecz w jednej dłoni. O te zdobienia nie zdążył ojca spytać, ale uznał to za dzieło przypadku.
A jeszcze tutaj pojawiała się wartość wręcz sentymentalna.
Zaśmiał się widząc, jak mężczyzna testuje jego miecz. Choć wcale by się nie zdziwił, gdyby też był w stanie zrobić to jedną ręką. Kiedy odzyskał swoją broń, ujął pochwę w obie dłonie i chwilę się przyglądał jej, jak i rękojeści.
Potem jednak położył ją obok siebie.
- Na pewno byłby szczęśliwy to słysząc, że ktoś docenił jego kunszt - Sam wyrażał się teraz niezwykle ciepło o jedynym artefakcie, jaki mu po ojcu pozostał. A nawet i z zachwytem. - Obecnie nie, ale kiedyś spotkam go i będę również z nim ucztować - Skąd to niezadowolenie? Jak w głosie Breanainna pobrzmiewała swoista nadzieja. Ach, pewnie znowu rozbawi swojego rozmówcę tym, że mówi teraz o raju, gdzie spotka swoich bliskich. Zaczął się też nad czymś jeszcze intensywniej zastanawiać. Skoro poznał tak znamienitego wojownika, to by zachęcić go do tańca z mieczami? Nie na poważnie w zasadzie... choć siła tego mężczyzny skłaniała go do tego, by się dwa razy nad tym zastanowił. Siła jak umiejętność władania dwoma mieczami.
- Ferris, jeśli nie śpieszno Tobie do wioski, to będziesz mi jeszcze towarzyszyć podczas posiłku? - Wskazał dłonią na upolowaną zwierzynę jak i suche gałęzie. Choć to miejsce może nie było dobre do tego, by rozpalić ognisko.


Ostatnio zmieniony przez Breanainn dnia Sob Maj 04, 2013 3:20 pm, w całości zmieniany 1 raz
avatar
Hibernia
Ionhar

Skąd : Irlandia
Join date : 07/03/2013
Liczba postów : 185

Zobacz profil autora http://hibernia.forumpl.net

Powrót do góry Go down

Re: Wrzosowa Łąka

Pisanie by Ferris on Sob Maj 04, 2013 2:05 pm

Nie wiedzieć, czemu wywrócił oczyma na wspomnienie czeladników, wyglądał też przez chwilę na bardzo niezadowolonego.
-Nie mam, a to głównie dlatego, że ludzie tutaj nie maja pojęcia o stali i o tym jak się z nią obchodzić. Co gorsza, nie przychodzą się uczyć a pouczać, choć sami niewiele wiedzą – prychnął nieco jak rozjuszony kot. Na razie nie zanosiło się na to by zamierzał kogoś przyjąć na nauki. Zwłaszcza ze naprawdę dość miał dzieciaków, które naoglądały się jak pracują znajomi ich ojców a potem się dziwili, czemu on działa inaczej. Zaraz jednak spokorniał, a nawet uspokoił się nie chcąc przestraszyć swojego nowego znajomego.
-Głównie wojowników i rolników, chociaż znalazło się też kilka pań pytających czy umiem robić drobiazgi – wzruszył ramionami i delikatnie się uśmiechnął. Szczerze mówiąc nie sądził, że zostanie tak ciepło przyjęty przez tych ludzi. Trochę się im też dziwił. Ufność w tych czasach nie była dobra.
Zmarszczył nieco brwi słysząc ten śmiech. Widocznie tutaj nie testowało się w ten sposób broni, albo działo się to niezwykle rzadko. Co było w sumie dziwne, bo każdy wprawiony wojownik niezależnie od tego czy jest kowalem czy nie powinien sprawdzić broń pod tym kątem. Właściwie to pod każdym możliwym. Tego nakazywał chociażby sam szacunek do broni.
Chwilę obserwował swojego towarzysza, to jak obchodzi się z ową bronią. Miał do niej szacunek i to było widać. Pytanie tylko czy przez wzgląd na ojca czy jej śmiercionośność? Jeśli broń miała wartość sentymentalną mogła stać się bezużyteczna. Bo zamiast bronić… raniła.
-Zapewne nie jestem pierwszym, który go docenia – stwierdził z rozwagą. Cóż, jeśli ten mężczyzna tu pracował to zapewne dobrze zarabiał na swojej robociźnie. Chociaż nie o to w tym wszystkim chodziło.
Zaśmiał się słysząc taką odpowiedź. Będzie się musiał jeszcze wiele nauczyć o ludziach tu żyjących. Byli oni zdecydowanie dziwni, a może to on na stare lata nieco zdziwaczał? Ciężko orzec.
Uniósł jedną z brwi słuchając tej propozycji. Nie odpowiedział na nią, przynajmniej nie na początku. Jedynie wstał i założył skórzaną kamizelkę, zapiął ją powoli i związał plecionym pasem z rzemieni. Wyciągnął też miecz z pochwy przymocowanej do pasa.
-Będę ci towarzyszył w posiłku, jeśli mnie pokonasz. Chyba, że się boisz dużego zwierza, myśliwy – uśmiechnął się szelmowsko.
avatar
Ferris
Finn

Skąd : Z północy
Join date : 03/05/2013
Liczba postów : 25

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wrzosowa Łąka

Pisanie by Hibernia on Sob Maj 04, 2013 3:37 pm

To bardzo ciekawe, jednym słowem.
- Mój ojciec sądził, że każdego idzie fachu nauczyć. Że jak nie mają doświadczenia, to można im je przekazać. I miał sposób na takich, co go chcieli pouczać - Uniósł jedną z brwi, słysząc to prychnięcie. Chociaż wiedział, że inni czeladnicy są czasem zbyt trudni do wykształcenia. Nie jemu to negować. Aż dziw, że może być ktoś bardziej porywczy od niego.
- To są najczęstsze przypadki, których doświadczysz. Choć możesz trafić na kogoś z dworu królewskiego albo też możesz zostać zaproszony na dwór - Odrzekł po krótkiej chwili namysłu. Sam nie dostąpił zaszczytu bywania na dworze, ale znał w jakimś stopniu służbę. A jednak został tak przez nich przyjęty. Może i nie była dobra, ale jednak czyniła ich rodziną.
W jego przypadku to było podejście indywidualne, związane bezpośrednio z tym, że broni powinien używać tylko jej właściciel. Choć jak widać, nie miał nic przeciwko, by ktoś dzierżył jego broń. Broń także bardzo często miała duszę.
Przez wzgląd na obie te rzeczy. Zwłaszcza, że jak na człowieka ze śmiercią był wyjątkowo pogodzony. Nawet jakby to jemu przyszło umrzeć. Ale to chciałby na polu walki, tak jak większość wojowników.
- Masz słuszność. Wykuł niejeden piękny miecz, a także pomagał ludziom – Niektórzy jeszcze posiadali swoiste powołanie ku danej profesji i to było znacznie ważniejsze. Nie zamierzał mu zabronić się śmiać, choć czasem tego nie rozumiał. Bogobojni, ale może to również oznacza bycie dziwnym?
Niekoniecznie to wiedział, jak ma to interpretować, że to mężczyzna mu nie odpowiada. A tylko zakłada na siebie kolejne okrycie. Uniósł także jedną z brwi, widząc, że ponownie wyciąga swój miecz z pochwy. Potem ponownie się uśmiechnął.
- Zatem tak będzie, pokonam Cię. Duży zwierz mi nie straszny - Spoważniał jednak po chwili, uważnie obserwując swojego rozmówcę a teraz przeciwnika. Zsunął całkiem z głowy kaptur, by potem pozbyć się także płaszcza ze swoich ramion. Upięte częściowo włosy zaczesał też do tyłu, by najmniej mu przeszkadzały. Ponownie ponownie kucnął, by sięgnąć po swój miecz. Pewnym ruchem wydobył go z pochwy, obejmując rękojeść obiema dłońmi. Ugiął także nogi w kolanach i dopiero teraz się uśmiechnął szelmowsko, jakby zachęcając swojego przeciwnika do ataku. Jeszcze odetchnął cicho dla uzyskania swoistej wewnętrznej równowagi i można powiedzieć, że był gotów skrzyżować z nim ostrza.

avatar
Hibernia
Ionhar

Skąd : Irlandia
Join date : 07/03/2013
Liczba postów : 185

Zobacz profil autora http://hibernia.forumpl.net

Powrót do góry Go down

Re: Wrzosowa Łąka

Pisanie by Ferris on Sob Maj 04, 2013 4:14 pm

-Nie brak doświadczenia jest tu problemem. Łatwo jest napełnić puste naczynie gorzej, kiedy jest ono wypełnione. I to wypełnione głupotami. Zawsze się znajdą tacy, co chcą pouczać, chociaż nie mają wiedzy – westchnął cicho i przeczesał palcami jasne włosy. Ten lud różnił się od jego ludu. Głównie w wiedzy na temat metalurgii a także pewne ich zachowania niekoniecznie się pokrywały.
Tutaj ludziom niczego nie brakowało nawet, kiedy się nie należało do klanu czy też wioski przeżycie nie było problemem. Lasy obfitowały w zwierzynę, handlarzy zaś można było spotkać na każdym kroku. W górach było to trudniejsze, ludzie walczyli o przestrzeń do życia, której nie było zbyt wiele. Byli otwarci, ale nie każdego przyjmowali pod swoje skrzydła. Liczyło się tylko przetrwanie oraz honor. Tutaj wydawało się być całkiem inaczej. Łatwiej, prościej, ale to wcale nie oznaczało ze lepiej.
-Będzie to zapewne miłe urozmaicenie, trafić na dwór królewski – zaśmiał się cicho. Cóż darzył pana tych ziem szacunkiem i zapewne chętnie by z nim zamienił słowo, chociaż obiecał sobie nie mieszać się we władzę. Właściwie to tego także zamierzał się trzymać. Na razie jednak nie miał, co się nad tym zastanawiać, bowiem jakoś nie wierzył by pan tych ziem miał czas na spotykanie się z rzemieślnikami. To cud jak w ogóle wychodził do swoich ludzi.
-Był dobrym człowiekiem, prawda? – Sam nie wiedział skąd mu się wzięło to pytanie. Na dobrą sprawę też nie wiedział, po co mu odpowiedź. Właściwie to dziś robił dużo rzeczy, które nie do końca rozumiał, a których już od dawna nie robił. Była to naprawdę miła odmiana. Taki swoisty powrót do życia a nie tylko wegetowanie. Czekanie na lepszy okres. A może to właśnie teraz był ten lepszy okres.
Widząc zdziwienie swego towarzysza zaczął się śmiać jeszcze głośniej i chętniej. Mógłby to wytłumaczyć, ale tak na dobrą sprawę po co? Nie miało to w tej chwili większego znaczenia.
-Nie bądź tego taki pewien. O! Zatem to małe cię przerażają! – Zagrzmiał i zaśmiał się wesoło.
Problem w tym, że Ferris nie zamierzał walczyć na serio głównie, dlatego że to mogłoby się źle skończyć dla jego nowego znajomego. Zamierzał się dobrze bawić, jak za czasów, kiedy był dzieckiem. A przy okazji zobaczyć jak dobrych wojowników ma pan tych ziem na swoich usługach.
Dziwnie się czuł dzierżąc tylko jeden miecz, zwykle walczył dwoma. Właściwie nigdy nie zdarzyło mu się walczyć jednym, no może za czasów szczenięcia. Jednak, kiedy tylko nauczył się walczyć dwoma tak mu zostało. Szczerze mówiąc nie wiedział, co ma zrobić z drugą ręką zwłaszcza, że ta rwała się do drugiego miecza.
Chwilę obserwował swojego towarzysza, tak jakby próbując rozgryźć, czego może się po nim spodziewać. Cóż miał dwuręczny miecz, więc pewnie ataki będą silne. Musiał w takim razie popracować nad obroną albo atakować szybciej niż Breanainn. W razie, czego taktykę czy też strategię będzie uaktualniał w czasie walki. Schował lewą rękę za siebie, tak by go nie kusiła i wziął głęboki oddech by zaraz ruszyć pewnie i bez lęku do przodu. Wykonywał szybkie i perfekcyjne cięcia na skos, na początku na wysokości klatki piersiowej przeciwnika a potem coraz niżej. W pewnym momencie po prostu obrócił się dookoła własnej osi lądując na kolanach przed Breanainn’em, lewą rękę oparł na prawym barku dla wygody a potem wykonał cięcie na wysokości kolan celta. Oczywiście wszystkie cięcia wykonywał z umiarkowaną siłą a także tępą stroną miecza tak by nie zranić swego towarzysza. Najwyżej go trochę poobija albo coś mu połamie.
avatar
Ferris
Finn

Skąd : Z północy
Join date : 03/05/2013
Liczba postów : 25

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wrzosowa Łąka

Pisanie by Hibernia on Sob Maj 04, 2013 5:32 pm

- Na głupców się nic nie poradzi, jedynie trzeba... okazywać im współczucie. I nie słuchać ich - Odrzekł, kierując się poniekąd nabytym doświadczeniem. A może był głupcem. Lud ten wciąż się uczył, wciąż zbierał wiedzę... a zachowania należy zaakceptować albo się na nie w jakimś stopniu przestawić.
Lud był pracowity, więc nie brakowało im niczego. A niewiele trzeba było, by to wszystko wykorzystywać. Oni byli otwarci, każdego potrafi przyjąć... ale nie pozwali na to, by ktoś nadużywał ich zaufania, dobroci. A zdarzało się, że ktoś tego nadużywał. Oni nie znali innego stylu życia w dużej mierze.
- Jeśli król by nie zamierzał Cię wtrącić do lochu, to owszem - Odrzekł jednak ze swoistym rozbawieniem, które go również nie opuszczało. Nie mówił nic złego na pana tych ziem, również go szanował. Choć wiedział, że dzisiaj monarcha może panować a jutro zostać nawet wypędzonym ze swojego dworu. Jednak to nie on decydował o tym, kto ma rządzić. To druidzi objaśniali wolę bogów przy odpowiednich rytuałach.
Czasem i to się zdarzało, ale głównie żył w zaciszu swojego dworu.
- Tak. Takim go pamiętam - Nie miał mu za złe tego pytania, a też nie miał nic do ukrycia. Gdyby mu powiedział, że to bogowie zabierają coś, by potem dać coś nowego zapewne zostałby wyśmiany. Ale nic się nie dzieje bez określonej przyczyny.
Pewnie i tak prędzej czy później by się tego dowiedział.
- Dlaczego nie? Czyżbyś chciał rozproszyć moją uwagę?! Odkryłeś moją tajemnicę, będę musiał Cię naprawdę pokonać! - Zawołał tubalnie, jednak też nie potrafił być naprawdę poważny.
On to wiedział i sam nie zamierzał walczyć na poważnie. Mieli się dobrze bawić, sprawdzić też swoje umiejętności. I tyle. Ponadto, jako łucznik mógł udowodnić swoją wartość.
Była to w pewnym sensie możliwość wykorzystania przewagi na jego korzyść, bo pewnie ten mężczyzna czuł się w pewnym sensie... słabszy, skoro miał teraz nie walczyć dwoma mieczami.
Niech zatem go obserwuje, niech próbuje go rozgryźć, czego może się spodziewać z jego strony. Obserwowanie przeciwnika było także honorowe. I słusznie podejrzewał. Również i on to planował, by swoją taktykę uaktualniać w trakcie tej walki. Cieszyło go to, że jasnowłosy rusza pewnie na niego i się nie lęka. Siła, jaką posiadał ten mężczyzna go wręcz zadziwiła. Nawet jak ona była umiarkowana. A przecież był przygotowany. Szybkość także sprawiła, że był mile zaskoczony, kiedy to sparował pierwsze cięcie krzyżując razem ich miecze. Wycofał jedną nogę do tyłu, drugą jednocześnie wystawiając nieco do przodu, kiedy to opuścił niżej klingę, by ochronić niższe partie ciała przed ciosem i wtedy się też zaśmiał, spoglądając na swojego przeciwnika. Też powinien w końcu sam wypaść do przodu i zaatakować. I byłby to dobry moment, kiedy nie cios w kolana, którego nie zablokował. Skutecznie jednak on sprawił, że stracił równowagę i sam przyklęknął na jedno kolano. Skrzywił się także nieznacznie. Jednak miecza nie opuścił i też długo w tej pozycji nie zamierzał pozostać.
avatar
Hibernia
Ionhar

Skąd : Irlandia
Join date : 07/03/2013
Liczba postów : 185

Zobacz profil autora http://hibernia.forumpl.net

Powrót do góry Go down

Re: Wrzosowa Łąka

Pisanie by Ferris on Sob Maj 04, 2013 6:00 pm

Pokiwał powoli głową na znak, iż zgadza się ze zdaniem swego towarzysza. Było w nich trochę a nawet całkiem sporo mądrości. Choć nie było to nic nowego. Przynajmniej nie dla Ferrisa.
-A spróbowałby tylko – zaśmiał się kowal.
Było to w jakimś stopniu zadziwiające dla Finna. Nie sądził, że kiedyś jeszcze będzie się tak i tyle śmiać. Właściwie to był święcie przekonany, iż z jego rodziną odeszła także cała jego radość. A tu się okazuje, że miał jej całkiem spore pokłady. Tylko wcześniej nie udało mu się trafić na osobę, która umiałaby je odkopać. Było to bardzo… niesamowite. A jednocześnie nieco niepokojące. Nie powinien się do nikogo zbliżać, ani też nie mógł pozwolić komuś się do siebie zbliżyć. Nie chciał być odpowiedzialny za śmierć kolejnej osoby. Zwłaszcza kogoś takiego jak Brean.
Uśmiechnął się mimo wszystko delikatnie albo nawet z nostalgią, kiedy usłyszał takową odpowiedź. Innej się zresztą nie spodziewał.
-Ponieważ masz tę nieprzyjemność walczyć z kowalem. Jeszcze głupio pytasz? Tylko spróbuj! – W jakimś stopniu te słowa zagrzewały do walki a jednocześnie ukazywały ironię obecnej sytuacji. Dwóch dorosłych mężczyzn zamierzało się bawić jak szczeniaki. Nic tylko walić głową w mur albo podziwiać, że przez te lata jeszcze ich nie opuściła dziecięca gorączka.
Stal wydała z siebie dźwięczne brzmienie, metaliczny zgrzyt w pierwszym momencie. Później dźwięki te nasiliły się w miarę oddawania kolejnych ciosów i bloków. Ferris był pełen podziwu dla swego przeciwnika, że tak sprawnie idzie mu parowanie jego cięć. A jednak dał się zajść. Zawsze się dają i zawsze kończą bez nogi, a później nic tylko dobić. I znów byli na równym poziomie, chociaż Finn nie zamierzał tak tego zostawić. Szkot walczył całym ciałem, nigdy nie ograniczał się tylko do rąk czy miecza. Lewą rękę szybko odjął od prawego barku, ułożył ją płasko na ziemi. Korzystając z tego podparcia przeciągnął bardziej wysuniętą do tyłu nogę do przodu. Robiąc nią przy okazji coś na kształt półkola. Chciał podciąć swojego towarzysza, a potem samemu odskoczyć do tyłu. Chyba jednak Brean nie będzie miał wyjścia i pozostanie nieco dłużej w bliskości z ziemią.
avatar
Ferris
Finn

Skąd : Z północy
Join date : 03/05/2013
Liczba postów : 25

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wrzosowa Łąka

Pisanie by Hibernia on Sob Maj 04, 2013 7:22 pm

Pewną ilością mądrości mógł się mimo wszystko poszczycić, chociaż nie zawsze to dobrze działało i było dobrze odbierane.
Skomentował to jedynie śmiechem.
Wszystko można powiedzieć teraz, ale nie to, że należy tracić nadzieję i się poddawać. Zapewne jego rodzina chciałaby go oglądać szczęśliwego. Może też dokąd nie spotkał tak serdecznego jak właśnie Brean. Ale to aż dziwne, skoro mieszka w centrum wioski albo na jej obrzeżach.
Już mu powiedział, że pecha się nie boi i nie wierzy w to, by ktoś mógł go przynieść pecha. A jeśli by przyszło mu zginąć ramię w ramię z tak znamienitym wojownikiem, byłby z tego naprawdę dumny. Albo za niego.
I słusznie, że się innej odpowiedzi nie spodziewał.
- Po kowalu się wiele spodziewać nie można, zwłaszcza na polu walki. Mądrze pytam i spróbuję! – A jeszcze on się naśmiewał w jakimś stopniu z niego, że pokazuje się tylko jako kowal zamiast jako wojownik. Bo który kowal ma pojęcie o walce? To też było mniej lub bardziej ironiczne. Nie było w tym nic złego, a nikt tutaj ich nie oceniał.
Sam podziwiał swojego przeciwnika, swojego towarzysza… za tą sprawność i siłę, którą pokazał. Oraz za to, że udało mu się go zaskoczyć w ten sposób. Jednak drugi raz tego błędu nie popełni. Zresztą dotąd posiada obie nogi. Należało się tego wręcz spodziewać, ale i on tego nie zamierzał zostawić. Miał go pokonać w zasadzie, choć walczyli o posiłek przy ognisku. Zatem też tak będzie musiał zacząć walczyć. Wykorzystał ten czas na to, by podnieść się z ziemi. Choć jeszcze nogi w jakimś stopniu odmówiły mu posłuszeństwa… ale czy to dziwne? A jednak czuł się wyjątkowo dobrze, uznawał to za dobry ból. I tylko to go w zasadzie uratowało przed ponownym kontaktem z podłożem. Bowiem w ostatniej chwili oderwał obie nogi od podłoża. Był to najprostszy sposób, by tego losu uniknąć. Skrzywił się nieznacznie, kiedy nieco ugięły się pod nim kolana. Też przystawił ostrze do jego ramienia, uśmiechając się z zadowoleniem. Teraz go trzymał pewnie w jednej ręce, a jednak był gotowy by przejść w bardziej obronny tryb czy zaatakować.
- Poddajesz się? Albo nie! Wstawaj... chyba, że nie dasz rady! - Podejrzewając, że wojownik mu nie odmówi, teraz objął obiema dłońmi rękojeść swojego miecza.
avatar
Hibernia
Ionhar

Skąd : Irlandia
Join date : 07/03/2013
Liczba postów : 185

Zobacz profil autora http://hibernia.forumpl.net

Powrót do góry Go down

Re: Wrzosowa Łąka

Pisanie by Ferris on Sob Maj 04, 2013 8:02 pm

Uniósł brwi słysząc, iż po kowalu się wiele spodziewać nie można. Zaraz też wybuchł głośnym śmiechem. Widać, jakich oni mają tutaj kowali. U niego w kraju to kowale byli jednymi z lepszych wojowników. Często mieli dość siły w rękach by skręcić niejeden kark, albo powalić jednym ciosem pięciu mężczyzn na raz.
-To wiele świadczy o kowalach z tej wioski – warknął. Chociaż w rzeczywistości nie było w tym nic złego. Warknięcie to też brzmiało raczej śmiesznie niż groźnie. Przynajmniej podczas tej zabawy. Na polu walki robiło to nieco większe wrażenie zwłaszcza, że całkiem inne emocje były w tym dźwięku zawarte, niż teraz.
Jeśli nie taki błąd do jakiś inny. Ferris również je popełniał, ale podczas takich zabaw bardzo często próbował znaleźć swoje słabe i mocne strony. A potem pozbywać się tych słabych by być jeszcze silniejszym. Na tym to w końcu polegało. Chyba musiał uderzać słabiej, bo naprawdę zrobi chłopakowi krzywdę. A jeśli jest jednym z lepszych wojowników w wiosce to naprawdę Finn będzie miał powód do obwiniania się za śmierć niewinnych. Uśmiechnął się zadowolony widząc taki unik, chociaż też nieco zaskoczony. Nikt wcześniej się tak nie zachował. Widocznie naprawdę miał do czynienia z godnym siebie przeciwnikiem. To sprawiało, że zabawa wydawała się być jeszcze ciekawsza, lepsza.
Spojrzał na to ostrze spoczywające tak blisko jego ramienia, będące w stanie zadać śmiertelny cios. Mogło się to wydawać dziwne, ale Ferris wyglądał na naprawdę zadowolonego.
-Nie ma mowy! – Mówiąc to podniósł się gwałtownie, wykonując też zamach mieczem w kierunku żeber swojego towarzysza. Całkiem przy okazji – albo zamierzanie – wymknął się spod miecza swojego towarzysza. Wojownik w nim miał nadzieję, że cięcie to dosięgnie Breana i połamie mu parę żeber, ten drugi poczciwy kowal miał nadzieję, że chłopak zdąży na czas odskoczyć i nie stanie mu się zbyt wielka krzywda. Niestety cios z „obrotu”, jaki on zastosował ciężko jest osłabić. I nawet, jeśli nie chciał, zawarł w nim trochę siły. Głównie dlatego że musiał.
avatar
Ferris
Finn

Skąd : Z północy
Join date : 03/05/2013
Liczba postów : 25

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wrzosowa Łąka

Pisanie by Hibernia on Sob Maj 04, 2013 9:05 pm

W jego słowach należy uwzględnić to, że w sumie rzadko zaglądał do wioski, a więc nie znał w sumie całego ludu. A zatem też nie mógł sprawdzić, czy kowale są tak znamienitymi wojownikami.
Ale to by chciał zobaczyć na własne oczy, jak jeden chłop pięciu powala jednym ciosem.
- Kowale z wioski mnie nie obchodzą, nie z nimi teraz walczę - Ależ na szczęście nie brał tego warknięcia na poważnie, skądże znowu. A może powinien, kto wie. Na polu walki, gdyby takie warknięcie słyszał, może się dwa razy zastanowił nad tym, czy podnieść miecz.
Nie lekceważył błędów, bo gdyby tak było... dawno być może pożegnałby się z życiem. A na szczęście nie należał do ludzi, którzy chełpią się iż posiadają miecz i jeszcze potrafią nim władać.
Bo zwykle to są próżne przechwałki. Nie, tak było dobrze. W końcu gdy dojdzie do poważnej walki... przeciwnicy nie będą uderzać słabiej, by mu nie zrobić krzywdy. I choć mógł to robić, to nie znaczy, że on za to będzie wdzięczny.
Od razu tam śmierć niewinnych. Właśnie taki miał być. Zadowolony, a zarazem zaskoczony. Widocznie tak, ale czy na pewno? Bo może to zasługa sprawności fizycznej, a to chyba nie świadczy o byciu godnym przeciwnikiem. Ależ tak, była to znacznie ciekawsza zabawa.
A jednak ten śmiertelny cios nie nastąpił. Miał jeszcze trochę pożyć, może nawet dożyć starości.
- Tak myślałem! Już raz Cię zabiłem! - Jednak teraz nie dane było mu się zaśmiać, bowiem musiał skupić się na walce... która mogła się wydawać już całkiem poważniejszą.
Wojownik i kowal nie mogą istnieć razem w jednej osobie. A on nie miał takich problemów. Myśliwy i wojownik w nim czyniły go niebezpiecznym, nieraz nawet bezwzględnym. Odskoczył nieznacznie do tyłu, choć mogło się wydawać, że się wręcz nadstawia do ciosu. Bo i tak było w zasadzie, w końcu cios nie zyskuje wtedy dodatkowej siły. Co go czyni stosunkowo mniej groźnym niż gdyby się odsunął. Zaparł się mocniej nogami i teraz wydawało się, że siłują się na miecze, którego cios pierwszy dosięgnie. Który dostanie szansę na wykonywanie ataku, który teraz może być śmiercionośny. Albo boleśnie zranić. Sam jednak teraz uderzał nie ostrą stroną klingi. Choć to był naprawdę solidny wysiłek dla organizmu, starał się tego jakoś nie pokazywać. Zwłaszcza, że jasnowłosy z łatwością go może pokonać jedną ręką.
Odskoczyli także po chwili od siebie. Wciągnął powietrze do płuc, by potem samemu zaatakować. Swoje cięcie wykonał z prawej kierując nie ostrą stronę klingi na lewe biodro swojego przeciwnika. Jeśli teraz się nie obroni, a liczył, że jednak tak będzie to ostrze przejdzie dalej, wprost na jego brzuch. Co już było również poważne.
avatar
Hibernia
Ionhar

Skąd : Irlandia
Join date : 07/03/2013
Liczba postów : 185

Zobacz profil autora http://hibernia.forumpl.net

Powrót do góry Go down

Re: Wrzosowa Łąka

Pisanie by Ferris on Sob Maj 04, 2013 9:27 pm

Zaśmiał się znów ochryple słysząc te słowa. Nie odpowiedział jednak nic, bowiem w tym momencie nie miało to nawet sensu. Wciąż jednak trzymał się go dobry humor i to się akurat nie miało w najbliższej przyszłości zmienić. Chociaż kto wie, co się stanie przez najbliższe pięć minut. Niezależnie od tego zapewne będzie to bardzo pasjonujące pięć minut, o ile któryś z nich nie padnie.
Mimo wszystko była to zabawa i nie polegało to na tym by uderzać jak najsilniej albo tak by zrobić krzywdę. Właśnie chodziło o ćwiczenie, a nie chodziło o uszkodzenie tak by przeciwnik nie był zdolny do niczego. Poza tym Ferris bardzo chciał by ta zabawa trwała jak najdłużej zwłaszcza, że bardzo mu się podobała. Czegokolwiek to była zasługa sprawiała, że ta zabawa była naprawdę świetna.
-Chciałbyś – zaśmiał się wesoło.
Zdecydowanie teraz wypadało się skupić na walce, która rzeczywiście zrobiła się nieco poważniejsza. Chociaż czy dużo to się okaże. Było to zachowanie zgoła niesłychane, a jednak trzeba się było przygotować na szybką reakcję. Tak mogłoby się wydawać, ale cios i tak już został wyprowadzony z pół obrotu w końcu musiał trafić w te żebra przeciwnika. Właśnie o to chodziło o to siłowanie się na miecze, o to mierzenie w ten sposób swojej siły i tej należącej do przeciwnika. Starał się nie zauważać tego wysiłku, ale naprawdę było ciężko. Zwłaszcza, że wojownik szuka zwykle sam u swego przeciwnika oznak zmęczenia, bólu czy chociażby zwątpienia.
Również odetchnął nieco głębiej korzystając z chwilowej przerwy. Wreszcie przeszło do obrony. Zablokował ostrze Breana klingą swojego miecza, chociaż musiał drugą rękę oprzeć na swoim ostrzu spodziewając się dużej siły. W końcu trzeba jej nieco mieć by walczyć tego typu bronią. Potem zrobił coś zgoła niespodziewanego, bowiem obrócił się i stanął ramię w ramię z myśliwym. Uderzył go bokiem ciała w bok i zaśmiał się dźwięcznie całkiem jak dzieciak. Zaraz zrobił coś jeszcze bardziej niespodziewanego, po prostu puścił swój miecz i korzystając z tego, że miał wolne ręce chwycił za przeguby nowego znajomego.
-Co powiesz na zmianę zasad gry? – Zapytał z rozbawieniem.
avatar
Ferris
Finn

Skąd : Z północy
Join date : 03/05/2013
Liczba postów : 25

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wrzosowa Łąka

Pisanie by Hibernia on Sob Maj 04, 2013 10:16 pm

Pięć minut! Pięć minut raptem wytrzymują słabeusze, on stawiał na co najmniej piętnaście minut. Zwłaszcza, że to była zabawa i tylko też mierzyli swoje siły. Choć gdyby wiedział, co Ferris sądzi o łucznikach może by inaczej do tego podszedł. Bardziej poważnie, by udowodnić swoją wartość. Ale to chyba już zrobił, nawet o tym nie wiedząc.
Sam chciał, by ich pozorna potyczka trwała dłużej. W końcu też doskonalił swoje umiejętności i pożytkował nadmiar energii, o ile tak to nazwać było można.
- Bardzo - Zawtórował mu ochrypłym śmiechem, choć wciąż on nie stracił nic ze swej dźwięczności.
Czasem łatwo się jest zapomnieć przy tak dobrej zabawie. Przygotowanie było wręcz wskazane, jeśli się nie chce też życia stracić. Albo w tym przypadku, zostać pozornie zabitym. Obici jednak zapewne będą nieźle. Ciężko jednak osądzić, kto ma więcej siły. Nie miał mu tego za złe, że to robi... sam również do tego się uciekał. I prawdę mówiąc, było to dobre... ten wysiłek, to zmęczenie.
Wszystko by to mógł u niego znaleźć poza zwątpieniem. Nigdy nie wątpił, a gdyby mu umrzeć przyszło... byłaby to najmniej chwalebna śmierć.
Nie rozczarował się, kiedy przyszło do obrony i też dobrze, że tego złotowłosy się spodziewał.
Dobrze, tym został zaskoczony i to pokazał, przybierając bliżej nieokreśloną minę. Choć potem się wyszczerzył jak jakiś młodzik. Uniósł też jedną z brwi, widząc jak jego towarzysz pozbywa się na moment ostrza i jeszcze unieruchamia jego przeguby. Musiał jakże komicznie z mieczem wyglądać.
- Jeszcze nie masz dość? Zależy, jak ta zmiana zasad będzie wyglądać - Również wypuścił z rąk swój miecz i spojrzał z typowym dla siebie zaciekawieniem na swojego rozmówcę.
avatar
Hibernia
Ionhar

Skąd : Irlandia
Join date : 07/03/2013
Liczba postów : 185

Zobacz profil autora http://hibernia.forumpl.net

Powrót do góry Go down

Re: Wrzosowa Łąka

Pisanie by Ferris on Sob Maj 04, 2013 10:32 pm

Zapewne zrobiłby oburzoną minę… nie chwila, on zrobił oburzoną minę! Chociaż zaraz znów się wesoło śmiał, bowiem nie miał powodu by się obrazić na swego towarzysza. Poza tym za dobrze i zbyt beztrosko się bawił by teraz to wszystko popsuć, prawdziwie szczeniackim zachowaniem.
-O ty cholero! Jeszcze zobaczymy, kto tu zginie – rzucił właściwie bez głębszego namysłu, po prostu dał się ponieść zabawie. Nie robił tego od przeszło dwudziestu lat. Nawet, jako dziecko musiał walczyć o swoje, nie mógł się bawić jak inne dzieci. Musiał już od samego początku wszystkim udowadniać swoją wartość. A nawet gdyby miał na to czas, zapewne nie znalazłby sobie do takich zabaw odpowiedniego towarzystwa, bowiem nawet dzieciaki z jego klanu z niego szydziły. Potem im jednak pokazał. Oj jak bardzo on im pokazał, że nie należy się naśmiewać z małego wojownika.
Ferris będąc zaprawionym w bojach nie męczył się tak szybko, a podczas tej potyczki nie używał nawet połowy swojej siły. Zresztą doskonale wiedział, że to jedynie zabawa. Nie chodziło tu o zranienie przeciwnika, unieruchomienie go czy chociażby zabicie. Właściwie ciężko powiedzieć, o co tym dwóm głupim i w dodatku starym koniom chodziło. Poza tym, że zachowywali się poniżej wszelkiego poziomu.
Można śmiało powiedzieć, że to był jeden z najczęstszych ataków. A co za tym idzie doskonale wiedział jak się przed tym obronić. Wybuchł śmiechem widząc minę swego towarzysza i aż mu się na usta cisnęło pytanie czy nigdy za dziecięcia nie bawił się w ten sposób. Kolejna mina zdecydowanie bardziej mu się podobała.
-Dobrej walki? Nigdy nie mam dość! – Zapewnił go stosunkowo głośno, ale też bardzo entuzjastycznie.
Rozpromienił się jeszcze bardziej, kiedy w końcu Brean przestał strugać greka i pozbył się tego cholernego miecza. Przeniósł swój uchwyt z przegubów myśliwego na jego dłonie, splótł z nim palce i po prostu zaczął się z nim siłować. Próbował przewrócić wyższego do siebie mężczyznę, patrząc mu w oczy i szczerząc się zadziornie.
Był niższy, miał niżej środek ciężkości, a także zdecydowanie lepsze oparcie na ziemi. Ponad to miał trochę siły. Mięśnie jego ramion zarysowały się ładnie pod długim rękawem wcale nie tak grubej tuniki. Cóż był kowalem, musiał mieć parę w rękach. Ciekawe jak z tym sobie poradzi Brean, bo bez oszukiwania to on nie wyjdzie na tym zbyt dobrze.
avatar
Ferris
Finn

Skąd : Z północy
Join date : 03/05/2013
Liczba postów : 25

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Wrzosowa Łąka

Pisanie by Hibernia on Sob Maj 04, 2013 11:10 pm

Z tą oburzoną miną wyglądał prawie, że groźnie. Jednak o wiele było lepiej, jak się weselił i nie miał ku temu powodu, by to powstrzymywać. Oni się zachowują jak i tak szczeniaki, których nie ma kto pilnować albo którym nie ma kto znaleźć zajęcia.
- Mnie śmiesz nazywać w ten sposób?! Pokonałem Cię, nie masz prawa zaprzeczać! - Teraz również nie myślał, dawno przestał się zachowywać rozsądnie. Dwadzieścia lat to szmat czasu. On zatem miał bardziej typowe dzieciństwo, a widać jak to się na nim odbiło. Wiele jednak widział, jeśli chodzi o dzieci. Te koniecznie lubowały się w zaczepianiu wojowników, a nawet w próbach zabawy w nich. I on również tak się bawił.
Potyczka z Ferrisem pokazała, że musi stać się silniejszy. Bo dla mężów w osadzie siła, którą dotąd posiadał była wręcz wystarczająca. Właśnie to było w tym najlepsze, a przynajmniej jeden ze starych i głupich koni sądził tak o tej zabawie. A któż ich będzie osądzać?
Najczęstsze często jest najbardziej skuteczne. Choć czasem warto zaskoczyć przeciwnika.
Kiedy teraz usłyszał jak się ten wielkolud śmieje ta mina się tylko nieznacznie pogłębiła. W sumie takie pytanie byłoby teraz na miejscu.
Ten uśmiech uwielbiały dziewki w oberży, a też był zaraźliwy.
- Zatem będziesz musiał to pokazać! - Zawołał również z wyraźnym entuzjazmem. Czasem udawało mu się wykazywać pewnym niezrozumieniem. Tylko nie cholernego, a może i cholernego. Nie miał nic przeciwko temu, a też szybko się wyjaśniło co jego towarzysz chce zrobić. I bardzo mu się to podobało. Choć tak łatwo nie da się przewrócić. Też spoglądał niższemu mężczyźnie w ślepia i teraz tylko się uśmiechając z wyraźnym rozbawieniem.
Natura go uczyniła wysokim, a przynajmniej wyższym niż Ferris. Sam również miał trochę siły, co już zdołał pokazać. Jednak nie było to tyle ile miał jego towarzysz. Odsłonięte ramiona również nie ukrywały gry mięśni. To czyniło to ciekawszym, teraz kowal miał szansę wygrać. Oszukiwanie nie było uczciwą taktyką, ale na razie się do tego nie uciekał. Jedynie stanął w szerszym rozkroku, uginając także nogi w kolanach. Także mocniej zaparł się stopami. Na szczęście nie próbował tego, co działa na dziewki. Jego towarzysza dziewką właśnie nie można nazwać było, choć przypominał względem siły jedną piękność, którą miał on nieprzyjemność spotkać.
avatar
Hibernia
Ionhar

Skąd : Irlandia
Join date : 07/03/2013
Liczba postów : 185

Zobacz profil autora http://hibernia.forumpl.net

Powrót do góry Go down

Re: Wrzosowa Łąka

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 1 z 3 1, 2, 3  Next

Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach